Prawdziwa strona Tajnych wojen – „Tajne tajne wojny Deadpoola”

Cullen Bunn, Matteo Lolli, Jacopo Camagni, Matteo Buffagni
„Tajne tajne wojny Deadpoola”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Historia alternatywna jest czymś, co może niezwykle kusić osoby, które znają pierwowzór. Jednocześnie istnieje szansa, że nowa wersja przypadnie do gustu laikom w danym temacie. Branie na tapet pewnych wydarzeń i przeinaczanie ich jest świetną zabawą dla twórcy i odbiorcy. Jak naprawdę wyglądały „Tajne wojny”? Deadpool wie to doskonale, bo przecież w nich uczestniczył.

Cullen Bunn, scenarzysta „Tajnych tajnych wojen Deadpoola” (tak, dwukrotnie pada tam słowo „tajne”) stworzył własną wizję historii z 1984 roku. Postać najemnika w czerwonym stroju powstała dużo później, ale mimo to okazało się, że przecież uczestniczyła w przygodach sprzed wielu lat. Jak to możliwe? Przecież to superbohater, a więc wszystko jest możliwe. Wielka bitwa herosów z antybohaterami może zaważyć o losach wszechświata, zatem nie mogło tam zabraknąć Wade’a Wilsona.

++


Komiks liczy sto trzydzieści dwie strony i podzielono go na trzy części: tytułową historię, „Starcie mistrzów” oraz pierwszy zeszyt „Superbohaterów Marvela. Tajne wojny” z 1984 roku. W takiej kolejności zamieszczono wszystkie tytuły. Czy to dobre rozwiązanie? Rozkład jest istotny.

Plusy zapoznania się najpierw z nową odsłoną faktów:
- później, podczas czytania starszej wersji, nastąpi spore niedowierzanie, że fabuła naprawdę tak wyglądała i nie było to szalonym wymysłem Cullena Bunna. Nastąpi pozytywne zaskoczenie,
- jeśli ktoś jest fanem współczesnej kreski, odróżniającej się od tej sprzed ponad trzydziestu lat, to łatwiej przyswoi komiks zaczynając od ilustracji miłych dla oka,
- w leciwej wersji nie ma Deadpoola, a to ze względu na niego kupiło się komiks od Egmontu, prawda?
- wygląd Wade’a Wilsona jest wspaniałym wynagrodzeniem,
- unowocześniona wariacja ma więcej humoru.

Plusy przeczytania w pierwszej kolejności komiksu z 1984 roku:
- potem bardziej docenia się kiczowate kostiumy herosów (kiedyś to mieli wyobraźnię…),
- obcowanie z leciwymi wydaniami często cieszy fanów komiksów,
- ciekawa kreska,
- porywające teksty („Silny ten drań!”),
- później można łatwiej zrozumieć postępowanie bohaterów i przebieg historii.

++


Pierwsze opowiadanie, złożone z czterech zeszytów, jest wstępem do niebywałych losów. W jednym miejscu nagle znajduje się mnóstwo herosów, zatem postanawiają przedstawić się sobie. Ta scena wygląda kuriozalnie i wręcz kiczowato, ponieważ po teleportacji na nieznany teren każdy wpadłby na taką gadkę. No a jak. Na szczęście w takim momencie Deadpool ubarwia bezsens i sprawia, że to zmienia wydźwięk. Tandeta pasuje do Wade’a.
Cała historia prezentowana jest w formie retrospekcji, co czasem może wywołać chaos, ponieważ skakanie po wydarzeniach, niczym Spider-Man po dachach, dzieje się często, mieszając w głowie czytelnika. Na początku danej wizji pojawiają się dymki informujące o ulokowaniu tych przygód w czasie, jednak zrobiono to w stylu Deadpoola, zatem padają takie sformułowania jak „Znów wcześniej”, „Jakiś czas wcześniej” czy „I znów teraz”. Takie nazewnictwo okresu nie ułatwia sprawy, ale ma swój klimat. Trzeba jednak podkreślić, że nie dojdzie tu do wielkiego skonfundowania.

Mocną stroną Deadpoola na pewno jest poczucie humoru, ale podczas czytania nie dojdzie do wybuchów śmiechem. Mimo to, uszczypliwości i uwagi protagonisty ubarwiają pozycję, bo z powodzeniem niszczą poważny wydźwięk, związany z zagładą wszechświata.

Co Wade Wilson wnosi do „Tajnych wojen”? Więcej niż mogłoby się wydawać, ponieważ od pierwszych stron ma się wrażenie, że alternatywna wersja komiksu z 1984 roku będzie pajacowaniem i praniem po mordach, i taka też jest, jednak najemnik w czerwonym kombinezonie potrafi zachować powagę i podjąć dobrą decyzję. Scenarzysta dorzucił do historii nieco doniosłości.

++


Matteo Lolli, rysownik, dobrze wywiązał się z powierzonego mu zadania, ponieważ część wydarzeń przedstawia ponownie zinterpretowane sceny, a te zostały świetnie odwzorowane przez artystę. Sporą zabawę sprawia przewracanie stron i porównywanie kadrów sprzed lat z tymi nowymi. Ponadto artysta dobrze się spisał przedstawiając wartką akcja, a także ukazując różnych herosów i złoczyńców Marvela (miał co robić, bo jest ich tam sporo).

Minusem komiksu jest jego okładka, za którą odpowiada Tony Harris, ponieważ kompletnie nie oddaje oprawy graficznej dzieła, a także jest mniej uniwersalna niż prace Lolli. Twórczość tego drugiego zadowoli niejeden gust, a kreska Harrisa jest bardzo specyficzna i nie każdego zachęci do zainteresowania się tytułem, gdy ktoś zauważy go na półce.

„Tajne tajne wojny Deadpoola” nie są pozycją obowiązkową dla fanów najemnika z nawijką oraz wielkiego wydarzenia Marvela. Jest to ciekawe uzupełnienie, w którym twórcy bawią się historią, nadając jej inną wymowę, a przede wszystkim zmieniając patos w humor. Do pozytywnych aspektów z pewnością zalicza się fakt, że laik, który nie miał wcześniej styczności z „Tajnymi wojnami”, i tak poradzi sobie z tymi przygodami i odnajdzie się w nich. Jeśli ktoś lubi wyjątkowe dodatki, to będzie zadowolony z zakupu.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 25 mar 2019, 00:41 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka