Niepozorny a bezlitosny ─ „Star Wars Komiks 6/18. Zemsta droida” - recenzja

Scenariusz: Jason Aaron, Ilustrator: Salvador Larroca i inni
„Star Wars Komiks nr 6/2018. Zemsta droida”
Ocena recenzenta
3.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Ostatni tegoroczny gwiezdnowojenny komiks od Wydawnictwa Egmont opowiada o misji ratunkowej małego R2, któremu w metodach działania bliżej do śmiercionośnych droidów Doktor Aphry niż przyjaznego astromecha towarzyszącego Luke’owi. Prócz kilku wybitnych absurdów nowego kanonu w grudniowym albumie znajdziemy również perełkę w postaci historii z gorących piasków Tatooine snutej przez samego Bena Kenobiego!

Marcin ‘Lekt’ Wiatrak


„Powiadają, że w języku Tuskenów jest ponad pięćdziesiąt określeń piasku” - „Z dzienników Bena Kenobiego”

++

Grudniowy zbiorczy SWK oferuje aż cztery historie. Większość komiksu zajmuje luźno połączona wielowątkowa tytułowa „Zemsta droida” oraz „Imperialna duma”, w której powraca oddział SCAR, czyli komando wyjątkowych indywiduum pośród Szturmowców. Wielokrotnie narzekania na absurdy rozpisywanych w nowym kanonie historii w przypadku scenariuszy przekazującego pióro Jasona Aarona ma swoje dobre momenty, lecz tak drastyczne przeskakiwanie pomiędzy postaciami nie wyszło opowieści na dobre. Dziejące się krótko o ANH wydarzenia rozpoczynają się od „rutynowej misji” Luke’a i Lei, uciekający z Krzyczącej Cytadeli zmuszeni awarią statku lądują na oceanicznym, tropikalnym świecie. Kilkutygodniowa zabawa w przetrwanie przeradza się w istną robinsonadę, polowanie oraz filozoficzne deliberacje Skywalkerów o utraconych rodzinach, niewiedzących jeszcze, iż są rodzeństwem. W całość wmieszają się w ostateczności Imperialni (AT-AT wyłaniający się oceanu...). Świetnie wpasowano żołnierzy podobnych do Coastal Defender Stormtrooperów ze Scarif, masakrowanych przez Luke’a i Leię hurtowo i bez mrugnięcia okiem. Absurdalność i brak spójności wieńczy dzieło pojawianiem się humanoidalnej rasy stworzeń przypominających istotę z filmu „Kształt wody”.

Następnie przeskakujemy na Coruscant do opowieści o Lando i Sanie Starros, którą poznaliśmy już jako rzekomą małżonkę Hana Solo. Rzecz idzie o rozgrywkę wokół skrzyń z zaginionymi (albo raczej ukradzionymi okradzionym) imperialnymi blasterami. Kolejnej pełnej serii pomyłek i ryzykownej gry o kredyty. W trzeciej części głównej historii komiksu poznamy przebiegły plan Hana Solo przymuszonego do przeszmuglowania pewnego Hutta, który wielokrotnie dał się kapitanowi Solo we znaki. Pewnie wszyscy pomyśleliście o tym najbardziej obślizgłym, acz wątek zemsty Solo za krzywdy potrafi nieco ubawić. Poczujecie się zaskoczeni!

++

Odzierając poczynania Hana z wątku ironicznego wydają się one nie mniej brutalne niż „Zemsta droida”. R2-D2 sam pośrodku Gwiezdnego Niszczyciela, na pokładzie którego przebywa akurat Darth Vader. Biało-niebieski astromech z Naboo kładzie kolejne drużyny Szturmowców niczym Predator polujący na Ewoki, a scena potyczki w przestrzeni pomiędzy Vaderem i X-wingiem pilotowanym przez uratowanego C-3PO oraz R2 wspina się na wyżyny śmieszności fabuł serwowanych w „Niesamowitych opowieściach” z lat 70. Zakończenie ukazuje spotkanie Skywalkerów, Hana, Lando i Sanę komentujących masakrę dokonaną przez jednostkę SCAR w placówce Rebeliantów na Horox III. Brak sensownej puenty, usilne i nieudolne połączenie wątków z kilku historii niewnoszącej absolutnie niczego konstruktywnego do tworzonego przez Marvela komiksowego uniwersum „Star Wars”.

„Odcięci” pozwolą poznać kolejną skazę na poczynaniach Hana usiłującego przetrwać jako przemytnik w bezdennej próżni kosmicznej karuzeli. Misja na śnieżnej planecie Odona w poszukiwaniu kryjówki dla Sojuszu, przeradza się w kolejną walkę o przeżycie z dawnym „partnerem handlowym” kapitana Solo. Moralizatorska przygoda z podtekstem rodzącego się pomiędzy Księżniczką a szmuglerem uczucia z jednym słusznym końcem lekko bawią uporem i dumą z jaką Han wygraża się Lei w kwestii spłacania zaciągniętych długów. Historyjka z happy endem, która minimalnie podkłada fundamenty pod pamiętny z ESB pocałunek na pokładzie „Sokoła Millennium”. Plus za dynamiczne i dobrze dobrane paletą barw rysunki, nieco przywodzące na myśl frankońską szkołę tworzenia ilustracji.

++

Najlepiej pod względem fabuły prezentuje się one-shot „Piasek daje, piasek zabiera”, którego narratorem na podstawie „Dzienników Bena Kenobiego”. Istna perełka zasługująca na najwyższą ocenę ostatniego w 2018 gwiezdnowojennego komiksu. Ilustratorski minimalizm rysunków Andrea Sorrentino stanowi celowy zabieg artystyczny, odwołując się do klasyki kolorystki komiksów z lat 90., w których rysunki czyniły tło opowieści. Piasek Tatooine ukazano jako jednostajny, surowy i nieokiełznany. Życiodajny a jednocześnie śmiercionośny. Dodatkowo Obi-Wan snuje nostalgiczną opowiastkę o brutalizmie warunków bytowania Ludzi Pustyni oraz ukazania ich samych jako hordę bezwzględnych potworów z Tatooine. Finalnie narracja sprowadza się do uratowania małego Tuskena przez podstarzałego już rycerza Jedi.

Najmocniejszym atutem grudniowego „Star Wars Komiks” pozostaje doskonały „Piasek daje, piasek zabiera”, zasługujący na samodzielne wydanie!

Dziękujemy Wydawnictwu Egmont Polska za przekazanie egzemplarza do recenzji.
Najnowszy komiks o R2-D2 i wiele innych znajdziecie na http://www.Egmont.pl

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 20 sty 2019, 20:07 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka