Nieco smutny sen o lataniu ─ „Joe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana” ─ recenzja powieści graficznej

Julian Voloj, Thomas Campi
„Joe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana.”
Ocena recenzenta
5.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Każdy człowiek ma marzenia. Większe, mniejsze, realne lub iście kosmiczne. Gdy w czerwcu 1938 roku w Cleveland nieśmiała idea przybysza z odległego kosmosu zrodzona w umysłach dwóch młodych artystów robiła drukarskie zakusy, absolutnie nikt w znanej nam Galaktyce nie podejrzewał, iż skostniałą branżę komiksową czeka wybuch gigantycznej bomby. „Opowieść o narodzinach Supermana” stanowi chwalebny przykład, iż wielkie marzenia czasem nas przerastają oraz udowadniają smutną prawdę ─ gdzie idzie o wielkie pieniądze kończą się sentymenty i przyjaźnie. Album powinien mieć na półce każdy miłośnik Ostatniego Syna Kryptona, gdyż prócz hołdu dla Twórców postaci, stanowi absolutnie unikatowe dzieło rysowane w dotychczasowej historiografii superbohaterskich analiz. Istna perła z Kandoru!

++




Pamięci Pierwszych Synów Kryptona

Joe Shuster
(10 lipca 1914 -
30 lipca 1992)
Ilustrator

Jerry Siegel
(17 października 1914 -
28 stycznia 1996)
Scenarzysta



++

W „Opowieści o narodzinach Supermana” wydanej pierwotnie w 2015 roku autorzy dotarli do archiwalnych źródeł, wykładając i reasumując dotychczasową wiedzę na temat realiów narodzin Supermana. Zamykając wszystko w ramy powieści graficznej. Scenariusz Juliana Voloj uzupełniają cudowne plansze włoskiego ilustratora Thomasa Campi, tworząc przednią mieszankę wybornie zmielonej i zaparzonej kawy. Nieco romantyczny bój o marzenia, lecz ubrane w pelerynę twardych realiów, stanowi opowieść o dwóch młodych gentelmanach z głowami w chmurach, pełnymi pomysłów na zaciekawienie ludźmi swymi pomysłami oraz pasją do sztuki komiksu. Joe Shuster urodzony w Toronto, rysownik oraz uzupełniający go niczym druga półkula mózgu Jerry Siegel ─ pisarz i scenarzysta. Twórcy legendy, którym długo odmawiano prawa do przywdziania swoich własnych superbohaterskich trykotów. Zdecydowanie nazbyt długo...

„Jerry uwielbiał pisać bez względu na porę roku”

Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy w 1975 roku w nowojorskim parku dzielnicy Queens śpiącego na ławce Joe Shustera znajduje policjant. Udawszy się do charakterystycznego dla USA barku, stróż prawa oferuje ilustratorowi ciepłą zupę oraz wysłuchuje jego zapierającej dech w piersiach opowieści wysnutej od czasów małego miłośnika niemego kina. Historii niesamowitej biorąc pod uwagę fortuny dzisiejszych gwiazd branży komiksowej czy gaże aktorów wcielających się w „wymyślone” od lat 30. XX wieku fikcyjne postaci. Czy aby aż tak fikcyjne, skoro kochają je miliardy ludzi?

Wielkie rzeczy zazwyczaj zaczynają się od niepozornych iskierek, które rozpalają płomienie wielkości wieżowców Manhattanu. Szkolna gazetka w placówce oświatowej Clevelend, w której Joe poznał Jeryy’ego Fina, reportera i kuzyna Jerry’ego Shustera. Inspiracją dla przyszłych przygód Supermana były popularne natenczas magazyny pulpowe zwane „Amazing Stories” oraz rysunki Franka Paul.

Cały okres młodzieńczy, studencki oraz etap podjęcia pierwszej pracy do czerwca 1938 roku był dla obu Twórców legendy bardzo burzliwy, m.in. podczas napadu na sklep zastrzelono ojca Jerry’ego, Joe zaś dołączył do zespołu ‘Glenville Tourch’ jako ilustrator oraz wygrał prestiżowy lokalny konkurs graficzny. Były to czasy ciężkiej pracy bez wyraźnych zysków nad komiksami ‘Radio Squad’, ‘Federal Man’ czy ‘Spy’. Bohaterów serii detektywistycznych stanowiących mieszaninę taniej sensacji z podążaniem za aktualną modą na kryminały czy wątki szpiegowskie. Pierwotna koncepcja Supermana nie miała lekkiego żywota. Na okoliczność Igrzysk Olimpijskich w Berlinie (1937 r.) Syn Kryptona został ponownie odrzucony przez wydawców.

++

W styczniu 1938 roku szykowano pierwszy numer ‘Action Comics’, gdzie finalnie miał zakukać Clark Kent ze swymi supermocami, Joe wraz z Jerrym bez dogłębniejszej konsultacji prawniczej sprzedali prawa i licencję będąc siermiężnymi kowalami swych losów. Dodatkowo po oszałamiającym sukcesie Supermana koniec lat 30. XX wieku przyniósł drugą straszliwą Wojnę Światową oraz narodziny postSupermanowych herosów (Wonder Woman Willa Eisnera, Batman Billy’ego Fingera i Bob’a Kane) zarówno w DC jak i konkurencyjnym wyd. Timely (Kapitan Ameryka). Relacje pomiędzy ojcami Kryptona uległy dalszej degradacji, podstawowym problemem Jerry’ego Siegela była niechęć do użyczenia kałamarza innym pisarzom. Okazało się to barierą nie do przeskoczenia dla Siegela i niestety kolejny puzzel do układanki przyszłych zarzewi i niesnasek. Proces prób publikacji oraz docierania przy tworzeniu postaci był pomiędzy przyjaciółmi pełen napięć i zgrzytów. Zaliczyli oni również dłuższą przerwę w kontaktach, gry prace ugrzęzły w martwym punkcie, na który zabrakło możliwości spojrzenia w nieco szerszej perspektywie.

Po ataku na Pearl Harbor Siegel wcielony do armii USA zostaje wysłany na Hawaje, Joe zaś przenosi się do Nowego Jorku. U kresu wojny wychodzi na jaw sprawa „podkradzionego” Superboya, zaś pod koniec 1946 roku rozpoczyna się batalia o odzyskanie licencji. Wystosowanie przez Twórców w kwietniu następnego roku pozew dla wydawnictwa National Publication zrządzającego losami komiksów o Ostatnim Synu Kryptona, opiewał na pięć milionów amerykańskich dolarów i spoowodował natychmiastowe zwolnienie z pracy. Joe dodatkowo dotykają problemy natury rodzinnej jak rozwód oraz załamanie twórcze związane z kryzysem moralnym lat 50.

Następne dekady przynoszą kolejne zawody i łyżki dziegciu w beczce superbohaterskiego miodu. W 1963 roku Twórcy ponownie pozywają wydawnictwo, raz jeszcze tracąc na tę okoliczność pracę. Jerry na krótko wylądował pod skrzydłami Stana Lee w Marvelu (dawniej Timley). Snuta przez Shustera opowieść wieńczy moment odpuszczenia i rezygnacji Jerry’ego, ataku serca jego samego oraz śmierci matki. W 1975 roku do kin wchodzi pierwszy film o Supermanie. Pod koniec lat 80. w głowach Twórców wciąż uderzają dzwony niesprawiedliwości i pokrzywdzenia, mnie natomiast nie opuszcza przekonanie, iż nie dopuścili do świadomości „samozawinienia”.

„W nocy coś przyszło mi do głowy. Wymyśliłem coś, co jeszcze nie istnieje. Superman”

++

„Funnies” czyli dawne określenie komiksów stanowiła gazeciana szmira. Choć Voloj/Campi wykładają jej podwaliny w zgrabnej formie, najistotniejsze pozostaje rozstrzygnięcie dlaczego Twórcy sami się „oszukali”...? Uogólniając położenie w jakim znalazł się duet Shuster/Siegel w kontekście praw do postaci Supermana, ewentualnej dalszej eksploatacji budowanej wokół niego marki wynika z czasów w jakich ojcowie Kryptończyka sprzedali za symboliczną wręcz kwotę $130, jak napisano dobitnie jest o dziś „grzechem pierworodnym amerykańskiego komiksu”. Garścią dolarów hańby, których banknoty mają jednak drugą nieco pomijaną stronę ─ przyzwolonej niewiedzy autorów. Zawarcie gorzkiej umowy przekreślającej niejako amerykański sen młokosów zapaleńców, który diametralnie zmienił postrzeganie krótkich historii obrazkowych. Trudno mówić tutaj o kamieniu milowym, Panowie Shuster i Siegel choć mocno niedoceniani, położyli pod obecne uniwersa zarówno konkurencyjnego Marvela jaki rodzimego DC kosmicznej wagi fundamenty!

„Opowieść o narodzinach Supermana” wieńczy wybrana anglojęzyczna bibliografia wraz z przypisami. Konsultacja merytoryczna krytyka filmowego i publicysty komiksowego Kamila Śmiałkowskiego zdecydowanie podnosi rangę polskiego wydania, jedyne czego zabrakło w tej pięknej i poruszającej historii sprowadza się do posłowia z perspektywy polskiego rynku komiksowego.

Sentymentalny spacer po Kandorze

Od małego, gdy w pulchne łapki wpadły pierwsze komiksy o latającym gościu w błękicie, Człowieku-Nietoperzu oraz wielu, wielu innych moje serce mocno bije po stronie superbohaterów. Zamykając piękną matową, twardą oprawę albumu z natłoku emocji miałem zaciśnięte gardło i głowę pełną wspomnień o niepoliczalnych godzinach spędzonych z kolorowymi planszami ze stacji DC. Niniejszym tekstem oddaję szacunek i nisko chylę czoło za Supermana! Szkoda, iż Wasze losy nie potoczyły się równie wzniośle, co wykreowanego pierwszego pośród superherosów... dobrze, że świat już nigdy nie zapomni o ojcach Ostatniego Syna Kryptonu. Nigdy!

Marcin ‘Lekt’ Wiatrak



Dziękujemy Wydawnictwu Egmont Polska za przekazanie egzemplarza do recenzji.
„Opowieść o narodzinach Supermana” i wiele innych znajdziecie na http://www.Egmont.pl

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 15 gru 2018, 19:45 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka