Wielka draka w Wieloświatach ─ „Nieskończony Kryzys” – recenzja komiksu

Geoff Johns, George Pérez, Ivan Reis, Phil Jimenez, Jerry Ordway
„Nieskończony kryzys”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
We wszystkich komiksowych erach odnajdziemy dzieła monumentalne przyrównywane do milowego kroku zmieniającego postrzeganie całej branży. Z drugiej strony resety poszczególnych uniwersów czy pisanie historii postaci na nowo nie jest absolutnie niczym nowy. Jednakże reinterpretacja aktualnego stanu sytuacji pozostaje dla sztuki kadrów i dymków wielkim wydarzeniem. Od tytanicznej próby ujednolicenia alternatywnych wersji bohaterów z czasów „Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach” upłynęło dwadzieścia lat, duchowy następca w postaci „Nieskończonego kryzysu” usiłuje ponownie uporządkować uniwersum Wieloświatów DC. Czy mamy tutaj do czynienia z odgrzewaniem kotleta czy powiewem świeżości na wskroś wybitnym w szerszej perspektywie czasu? Jednoznaczny werdykt wydaje się równie nierealny jak wybranie najlepszego z najlepszych pośród wszystkich superherosów…

Marcin ‘Lekt’ Wiatrak


++

„Nieskończony kryzys” stanowi kontynuację nadrzędnego wątku epokowego komiksu wydanego w 1985 roku opowiadającym o walce z Anty-Monitorem wieszczącym zagładę dla nieskończonych Ziem. Scenarzysta Geoff Johns restaurator chwały Hala Jordana do spółki z głównymi rysownikami George’em Perezem oraz Jerry’m Ordway’em wykładają dwie dekady później starania Ligi o utrzymanie statusu quo dla struktury tkanki czasoprzestrzeni, która została z ledwością połatana po pokonaniu Anty-Monitora. Odkrywanie zawiłości tej wielowątkowej opowieści, przypominającej dziesiątki nakładających się na siebie ogromnych morskich fal powinno wzbudzać podziw i powodować głęboką refleksję. Jednakże zostajemy w owej opowieści rzuceni na bardzo głęboką wodę. Brak znajomości meandrów uniwersum skutecznie utrudni nam odbiór przekazu i licznych nawiązań.

Na początku nowego millenium nadeszła dziejowa pora, aby ponownie naprawić Wszechświaty w niezwykle trudnym czasie komiksowych spisków i knowań. We wstępie napisanym przez Dana DiDio, redaktora naczelnego DC w 2006 roku przeczytamy między innymi kilka ciekawostek poświęconym procesowi wydawniczemu, upuszczeniu pary mnożonych bytów, alternatywnych wcieleń i kolejnych Ziem oraz... o wymuszonej „lewatywie wszechświatów”. Przyznam, iż dobitniejszego określenia na „Kryzys” nie sposób byłoby znaleźć. Geoff Johns odnalazłszy konsensus między dzielącymi oba albumy dwoma dekadami „opanował sztukę zarówno klasycznej jak i współczesnej narracji komiksowej”, tworząc, powiedzmy sobie to bez lukrowania, historię dla zatwardziałych nerdów. Zgodzimy się z siermiężnością „Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach”, tutaj na szczęście powiało nieco świeżością nowych czasów.

++

Kosmos(y) opanowała wojna. Ponownie. Walki toczą się w Gotham, pod Metropolis, na Atlantydzie czy na Rajskiej Wyspie Amazonek. „Omaki” czyli autonomiczne i przerażające roboty bezlitosnego Brata Oko panoszą się po ulicach wypełniając założenia swego twórcy i programisty. Strażnicy pokoju obracają się przeciwko swemu pomysłodawcy. Pragnienie kontroli wyrażone przez Batmana popycha go w ramiona paranoi, nawet lekkiego obłędu. Szczytny pomysł przeradza się w brak zaufania i bolesne wzajemne oskarżenia Wielkiej Trójcy. Początek wyraźnie pokazuje rozterki odbarwione i przemielone dwadzieścia lat wcześniej, lecz bez nadmiernie nadmuchanego balonika patosu. Rozłam w Trójcy następuje po przekroczeniu przez Dianę granicy pozbawienia życia Maxuella Lorda. Superbohaterowie zatraceni w swej szlachetności usiłują pokonać wrogów bez łamania równowagi światła i ciemności, zapominając, iż świat stanowi fiksacja szarości. Superman z Ziemi-2 dochodzi tymczasem do wniosku, iż najwyższa pora na swoiste zrównanie macierzy wszechświatów, gdyż owa nieokiełznana wielokrotność mogłaby doprowadzić do narodzin większego zła niż owe naście lat temu w czasach wspomnianego Anty-Montora.

Abstrahując od niegasnącej sympatii do postaci Batmana, uważam, iż jego wątek został w albumie rozpisany najlepiej. Program „Prawda i Sprawiedliwość” obrócił się przeciwko Bruce’owi, pogubionemu nieco w swojej osobistej wizji owej „sprawiedliwości”. Każdemu w toku narracji przypisano określoną rolę do spełniania, jednakże pośród wszystkich pewna początkowo marginalizowana postać, w ferworze dziesiątek krwawych i spektakularnych starć swym zachowaniem zasługuje na szczególny respekt . W „Nieskończonym kryzysie” efekt wieńczy poświęcenie kogoś, kto za wszelką cenę nie chciał być bohaterem. Scena pochylonego nad jego ciałem wielkiego wojownika (bez spoilerów!) Robina i łzy spływające spod maski ścisną serce każdego nerda.

++

Znaczącym wartym odnotowania będzie punkt opowieści, gdy podstarzały Kal-L wykłada kuzynce problem orbitujący wokół zagłady Multiwersum i początków problemów związanych z mieszkańcami planety Oa. Dość ciekawie wyeksponowano również spotkanie dwóch drużyn superbohaterów, gdy Sprinterzy z Ziemi-1 i 2 przeniknęli barierę. Retrospekcja pozwala zgrabniej odnaleźć się mniej wprawionemu czytelnikowi, ewentualnie nieznającemu starszego dzieła. Wspomnieć należy także o wybornej i pięknej scenie (podczas walki Supermanów) odtwarzającej okładkę pierwszego numeru „Action Comisc” z 1938 roku.

Technicznie seria DC Deluxe nie pozostawia wątpliwości, iż obcujemy z wysoką półką wydawniczą. Album wieńczy galeria szkiców oraz kilku stronnicowy skrypt z roboczego spotkania autorów komiksu. Posłowie napisane przez Kamila Śmiałkowskiego notuje o magicznych wręcz umiejętnościach przekuwania problemów w korzyści zarówno w kontekście bohaterów „nadliczbowych” jak i kolejnych retcoonów serwowanych cyklicznie przez DC czy Dom Pomysłów.

Podsumowując pierwsza myśl po lekturze „Nieskończonego kryzysu” dotyczyła klątwy sequelozy, podbijaniu stawki, o czym notabene również bez znacznego sugerowania wspomina we wstępie DiDio. Ogólne zespalanie ogromnej mnogości wątków, przez odtworzenie 52 Wieloświatów zwyczajnie powala. Ażeby nie napisać przytłacza. Ilość bohaterów drugo- i trzecioplanowych wraz z ich zmiennymi wcieleniami przyprawia o zawrót głowy. Komiks na wskroś wyborny, lecz z zachowaniem pełni świadomości ─ bez znajomości przytaczanego wielokrotnie „Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach” oraz pomocnego „Kryzysu tożsamości” dla niewprawionego i nieobytego odbiorcy będzie po prostu niejasny. Nerdy natomiast będą wniebowzięte!

Dziękujemy Wydawnictwu Egmont Polska za przekazanie egzemplarza do recenzji.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 19 lis 2018, 14:29 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka