Igranie z duchami przeszłości, „Powrót Mrocznego Rycerza – Ostatnia krucjata” - recenzja komiksu

Frank Miller, Brian Azzarello, John Romita
„Powrót Mrocznego Rycerza – Ostatnia krucjata”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Prequel do istnego arcydzieła nietoperzowych komiksów. Ukłon w stronę fanów oraz uhonorowanie trzydziestej rocznicy powstania „Powrotu Mrocznego Rycerza”. Frank Miller wraz z Brianem Azzarello oraz planszami Johna Romita Jr. wracają do brudnego, opuszczonego przez nadzieję Gotham. I robią to nad wyraz krótko, ale dosadnie. Brutalna i szczera „Ostatnia krucjata” będąca opowieścią o złamanej młodzieńczości i twardym, krótkim dojrzewaniu przyniesie tragiczny przełom w podwójnym życiu Bruce’a/Batmana.

Marcin ‘Lekt’ Wiatrak


„- Młodzi chcą walczyć.
- A czego chcą starzy?
- Odmłodnieć.”
- fragment rozmowy Bruce’a z Alfredem


++

Opowieść wprowadzająca do klasycznego „Powrotu Mrocznego Rycerza” (dalej PMR) stanowi swoiste remedium na załamanie emocjonalne Batmana, istne preludium jego emerytury. Podjęto weń próbę rozliczenia albo usprawiedliwienia ostatnich chwil działalności, tuż przed tragedią w postaci śmierci Robina. Autorzy usilnie acz nienachalnie dążą ku rozgrzeszeniu obrońcy Gotham, którego żal związany ze stratą pomocnika oraz ogólnie rozumiane zgorzknienie wpychają ostatecznie w szpony pokutnego odwieszenia peleryny do szafy. „Ostatnia krucjata” (wyd. oryginalne 2016) wprowadza nas w główny nurt dzieła o powrocie Mrocznego Rycerza (Egmont 2012, org. 1986) sięgającego garściami do wspomnianej klasyki z zachowaniem jej najlepszych i najgorszych zarazem standardów. Pomimo uwspółcześnionego, odmiennego obecnie stylu rozpisywania opowieści oraz prowadzenia komiksowych kadrów, zmodernizowanie zaserwowane w prequelu do PMR łapie chwilami zadyszkę, niczym sam Batman podczas kolejnego salta na batlinie.

Wszak Frank Miller wciąż udowadnia, iż doskonale wie jak mógłby myśleć Bruce Wayne. Rzecz zaczyna się dość sztampowo, tajemnicza seria okrutnych morderstw bogatych mieszkańców Gotham, nocne śledztwo w miejskiej przystani oraz patrolujący brudne ulice i czuwający Mroczny Rycerz. Podstarzały, definitywnie nie w pełni sił, a nawet przeceniający swe możliwości. W jednym z filmów Christophera Nolana odgrywany przez Michaela Caine’a Alfder wypowiada znacznej wagi kwestię, aby panicz Wayne pamiętał o limitach. Młody natenczas Bruce odrzeka beztrosko lecz twardo, iż „Batman nie ma granic”, w sensie, iż owych limitów nie wyznaje. Lecz granice ma ludzka strona Batmana. W „Ostatniej krucjacie” i fabularnie późniejszym PMR Bruce zaczyna poznawać limity organizmu. Zauważa, iż brak supermocy czy przynależności do metaludzi, albo po prostu bycie zwykłym nomen omen przebrzydle bogatym człowiekiem z krwi i kości ma swoją cenę. Cenę kilkunastu lat nocnych eskapad i niezliczonej ilość połamanych żeber oraz założonych przez Alfreda szwów.

++

W tle tej historii-remedium gdzieś pośrodku błąka się jeszcze bardziej oszalały (sic!) Joker, który ponownie w asyście grubo opancerzonych przedstawicieli jednostek specjalnych ląduje w Azylu Arkham. Postacią nadrzędną bezsprzecznie pozostaje Jason Todd, czyli „Cudowny Chłopiec”. Z nowym kandydatem na Drozda, pomocnika Batmana, jest niestety nielichy problem. Jason ─ młody, narwany chłopak o niewykrystalizowanym poczuciu sprawiedliwości. Zbuntowany i pełen nieuformowanego gniewu wobec sytuacji w jakiej się znalazł. „Bycie” Robinem daje mu poczucie opacznie pojmowanej władzy i pozycji, którą wykorzystuje podczas pewnej nocnej akcji, gdy w pojedynku wyjątkowo brutalnie rozprawia się z bezimiennym rzezimieszkiem. Konflikt między nauczycielem i uczniem narasta. Eskalacja aż wylewa się z tych kilkudziesięciu stron komiksu. Z kolei Batmanem targają wątpliwości. Pobudki egoistyczne oraz skrzywiona latami walki troska o dobro mieszkańców Gotham walczą z koniecznością wychowania następcy. Nieletni Jason nie potrafi podporządkować się zasadom ustalonym przez mentora, a Bruce’owi raczej daleko do roli ojca-przewodnika. Robin zdaje się być pewnego rodzaju narzędziem odkupienia słabości fizycznej Człowieka Nietoperza. Doprowadzając pośrednio do jego emocjonalnego upadku. Zdecydowanie na plus wypada przedstawienie miłosnego oraz łóżkowego wątku Bruce’a z Seliną, lecz z racji objętości prequelu wątek ów nie został należycie rozwinięty.

Warstwa narracyjna pozostaje dość charakterystyczna względem dorobku scenarzystów, jednak dla przykładu narysowany przez Johna Romita Joker zdaje się odstawać od konwencji. Ogólnie ton snutej opowieści nie niesie w sobie ciężaru emocjonalnego starszej o trzydzieści lat kontynuacji. Jakby powietrze trzymane było w materacu zbyt długo i po prostu skisło. Z jednej strony otrzymujemy wciąż dobrego starego Franka Millera, acz odartego z rozwleczonej na dziesiątkach stronnic patosu i refleksyjnego zatrzymania nad poszczególnymi kadrami i dymkami. Z drugiej uproszczenia i chęć powrotu do minionej epoki budzą dziwne refleksje. Niektórych legend nie warto odkopywać, gdyż złoty kurz uwielbienia zawsze będzie przyciągał nowych wyznawców. Wspomniany powyżej Romita bywał w lepszej formie, ot serie rysowane dla Marvela (Daredevil czy Człowiek Pająk). W jego wykonaniu adaptowana kreska Millera uległa tutaj uplastycznieniu, dostosowując komiks pod aktualnie panujące standardy, acz z zachowaniem specyficznego sznytu.

++

Przyznam, iż mam problem z możliwie obiektywnym i całościowym odbiorem współczesnego dzieła duetu Miller/ Azzarello. Z racji ogólnej sympatii do nietoperzowych komiksów schyłku lat ’80. oraz samego Millera przyjmuję „Ostatnią krucjatę” jako ukłon, może lekko wymuszony, ale zawsze ukłon wobec sympatyków klasyki i srebrnej ery. Komiks również zdaje się być pewną formą sprawdzenia się samych twórców konwencji dojrzałego i zmęczonego Batmana. Mierzeniem z legendą wobec dziedzictwa „Powrotu Mrocznego Rycerza”, który odcisnął swoje potężne piętno na filmowych próbach studia Warner i DC w „Batman vs. Superman”, stanowi w przypadku „Ostatniej krucjaty” wyzwanie nawet dla ojców sukcesu. Osobom dopiero poznającym odległe dzieje realiów PMR komiks powinien pozwolić na łatwiejsze strawienie przełomowego dzieła Franka Millera. Zdecydowanie warto ów album wcielić do batmanowej biblioteczki, aby za kolejne trzydzieści lat odpowiedzieć na pytanie czy „Ostatnia krucjata” dorobiła się statusu klasyka i na ile opłaciło się znamienitym autorom igranie z duchami przeszłości...

Dziękujemy Wydawnictwu Egmont Polska za przekazanie egzemplarza do recenzji.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 18 gru 2018, 18:36 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka