Kobieta, kredyty i kłopoty, czyli „Star Wars Legendy. Yaviński artefakt” ─ recenzja

Mike Kennedy, Carlos Meglia
„Star Wars Legendy. Yaviński artefakt”
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Tatooine, pozornie zwykle upalne popołudnie. Trio Huttów rozprawia o swych gangsterskich knowaniach i przestępczych machinacjach. Ich próżność aż wylewa się z karykaturalnych rysunków zmarłego w 2008 roku argentyńskiego ilustratora Carlosa Megila. Jabba podejmuje wyzwanie. Zakład gangsterskich bossów o wyższość metod działania każdego z klanów. Zapowiada się wyścig pełen podkładania nóg, kopania i gryzienia. Trzech wrednych i znudzonych Huttów, trzy nietuzinkowe ekipy, a pomiędzy nimi kobieta i Boba Fett, który bezpardonowo wkracza do akcji jako ochroniarz długoterminowej ludzkiej inwestycji jednego z szefów podziemia.

Marcin 'Lekt' Wiatrak


Vassilika czyli mityczny przedmiot kultu pochodzący z Yavina IV, pamiętający czasy zniewolonych przez Sithów prawdopodobnie jednych z pierwotnych mieszkańców planety Korriban (obecnie Moraband). Kryształowa statuetka z wyrytymi nań hieroglifami Massassich, obiekt poszukiwań wielu galaktycznych archeologów. Cóż innego lepiej nadaje się na przedmiot zakładu, jak właśnie legendarny artefakt. Wokół niego kręcić się będzie główna fabuła, której finał miło zaskakuje.

++

Łowców występujących w komiksie w teorii nie trzeba przedstawiać. Sławy pokroju Fetta, Bosska czy IG-88 przywodzą na myśl nieco szaloną wersję trylogii „Wojny łowców nagród” K.W. Jetera. W „Star Wars Legendy. Yaviański artefakt” pióra Mike'a Kennedy'ego w wyścigu po grubą kasę przewija cała doborowa ekipa znanych i lubianych postaci, którym przyjdzie wystąpić w dość nietypowej roli poszukiwaczy. Lando Carllissian nie przepuści żadnej okazji, gdy w grę poza kolejnymi hazardowymi długami wchodzą łatwe kredyty. Han łatwo daje się wmanewrować w szemraną akcję, za niebagatelnie niską kwotę. Sporo pomiędzy bohaterami zachodzi gagów sytuacyjnych. W Galaktyce każdy orze jak może cytując klasyczne powiedzenie farmerów z Dantooine, także sługusy i pachołkowie Huttów zaczynają kombinować jakby szybko zarobić na rozbuchanym ego swoich obślizgłych panów. Szczególnie jedna z postaci wysuwa się na przód zwariowanego peletonu. Obok tytułowego artefaktu postacią serii jawi się pracująca dla Malty Hutta Jozzel Moffett ─ główna manipulatorka akcją, która koncypuje jak ograć wszystkich i wyjść na swoje. Błaznem opowieści został bezapelacyjnie młody i nieopierzony Greedo, który zachowuje się niczym wystraszony, zaściankowy młodzik wyruszający do wielkiego miasta na wycieczkę.

++

Gdy wszyscy wylądują na nieznanej planecie w Dzikiej Przestrzeni, sprawy skomplikują się jeszcze bardziej. Interakcja z prymitywna rasą agresywnych obcych, zwanych ludem Brundi oddających kult Vassilikowi generuje kolejne kłopoty. Po krótkiej bijatyce z niebieskoskórymi Brundi Solo i Chewbacca wraz Greedo trafiają do niewoli. Skrępowany Rodianin rzuca tutaj jednym z najprzedniejszych żartów marząc o „szlachetnej śmierci, którą będą wspominać prze wieki”. Jak skończył zielonoskóry nieco nieogarnięty łowca dosoknale wiemy, gdyż Han mimo wszystko strzela pierwszy! Pomiędzy wyścigiem o zdobycie artefaktu każdy usiłuje zadowolić swego mocodawcę i oczywiście wygrać. Moffet mająca własny cel, pragnienie uniezależnienia się od huttyjskiego właściciela, gra na dwa fronty. Gwarantuję, iż demaskowanie persony tajemniczego „Kolekcjonera” wzbudzi szeroki uśmiech. Suma summarum stan konta musi się zgadzać, mimo prób oszukania oszustów ktoś wygrać. I ktoś musi wyrolować wszystkich! Tego warto dowiedzieć się samemu.

++

Album zawiera pięciozeszytową serię wydaną pierwotnie w latach 2000-2001. Zaznaczyć wypada, iż nieco karykaturalne rysunki Carlosa Megila nie każdemu przypadną pod gusta. Javowie wyglądają tutaj niczym małe gnomki o zabłąkanych spojrzeniach. Han Solo i Boba Fett w niektórych ujęciach w ogóle nie przypominają siebie. Sama historia wypada lekko rozrywkowo, nie uświadczymy weń patosu. „Yaviański artefakt” stanowi przyjemny, relaksujący komiks na jesienne popołudnie. Rozrywka na dobrym poziomie, bez fajerwerków, nieco inna acz absolutnie nie gorsza.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za przesłanie egzemplarza do recenzji.
Ten i więcej komiksów znajdziecie w księgarni internetowej: http://www.egmont.pl

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 19 lis 2018, 15:29 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka