Krwawe topory i żelazne serca, czyli recenzja komiksu „Ludzie Północy: Saga anglosaska. Tom 1”

Brian Wood, Dean Ormston, Davide Gianfelice, Daniel Žeželj
„Ludzie Północy: Saga anglosaska. Tom 1”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Rzecz o twardych ludziach morza żyjących w równie twardych czasach. Czasów głodu, zimna i zabójczych fal. Czasów palenia wsi i rabunku, toporów i żelaznych serc oraz nieco podkoloryzowanego historyzmu, smakującego równie przyjemnie niczym serial „Wikingowie”. Choć „Ludzie Północy” nie odkrywają ani redefiniują tematyki usilnie na nowo, pozwalają w sposób zajmujący wciągnąć dzięki brutalnym i dosadnym opowieściom.

Marcin 'Lekt' Wiatrak


„Los nie zna litości. Jest niewzruszony, lecz czasem bywa miłosierny” - powiedzenie Norn

++

Scenarzysta i twórca serii Brian Wood wziął na warsztat opowieści iście ludzkie, okraszone specyficznym duchem epoki i nutką magicznej estymy wobec bagażu mitologii i historii przerysowanych na karty sagi dziejów. Album podzielono na pięć części przeprowadzających czytelnika przez losy mieszkańców wysp brytyjskich od końcówki VIII wieku aż do roku Pańskiego 1014. Różne miejsca zbliżonego kręgu cywilizacyjnego ujmują odmienne etapy podbijania i utraty danych regionów. Każda z opowieści, mimo różnic poruszanej tematyki, niesie nieco inny przekaz i morał. W każdej doszukać możemy drugiego dna, bywa, iż uporczywie wyciągając zeń przeinaczenia. Warto również zaznaczyć, iż akademicka znajomość historii epoki koniecznością nie grzeszy. Liczne nawiązania oraz miejsca powodują, iż warto byłoby poszerzyć wiedzę tuż po zakończonej lekturze.

Komiks otwiera północna Anglia i Wyspa Lindsfarne, gdzie mieści się klasztor wraz z opactwem. Chłopiec imieniem Edwin, syn dewoty ze starszym bratem Cedrickiem staną wobec brutalizmu wikińskiego rajdu. Atak na wspomniany klasztor prowadzi do rzezi i starcia religii w tle. Kontekst krwi oraz walki wyznawców Białego Chrystusa i germańskiego Wodena, osiągnie zaskakujący finał. Mimo, iż małoletni bohater w znoju i trudach morskiego żywota zostanie „człowiekiem północy”, obrana droga okaże się dlań niezwykle kosztowna moralnie.

Druga opowieść zatytułowana „Panny tarcz” dzieje się w duńskiej części Anglii. Ukazuje losy trzech kobiet uciekinierek, zmuszonych sytuacją płonących domostw do ratunku i zajadłej walki o przetrwanie w ruinach rzymskiej kamiennej twierdzy. Opowieść owa niezwykle klimatyczna podaje o walkiriach, czyli „wybierających poległych” wilczycach Odyna. Zdaje się doskonale wyważona, gdyż odnajdziemy weń elementy zwątpienia, rozterek głównych heroin czy motyw poświęcenia. Pomimo nieoczekiwanie pozytywnego finału fragment ujścia z życiem jednej z „panien tarcz” robi wrażenie wysokim poziomem budowania napiętej atmosfery.

„A ilu muszę zabić, żeby sprowadzić martwych z powrotem?”

++

„Swen, który powrócił” z roku Pańskiego 980 serwuje zmiksowanie znanych oraz lubianych motywów połączonych opowieści o zemście (tu na chciwym stryju) i odzyskaniu dziedzictwa. Najdłuższa ze wszystkich historii, zajmuje blisko połowę całego komiksu. Tytułowy Swen przez długie i mroźne skandynawskie zimy obmyślał misterny plan odzyskania ojcowizny. Bohater wyszkolony niczym terminator likwiduje wrogów z żelazną precyzją maszyny do zabijania. Ów aspekt czyni zeń mitologicznego potwora, budzącego przestrach, wręcz niezdolnego do ubicia. Mimo świetnie zarysowanego rysu postaci oraz motywów Swena, wykazać można lekki brak logiki (albo i konsekwencji) w zobrazowaniu jego wyznawaniu wiary w bogów Walhalli. Opowieść jednako pełna zwrotów akcji i retrospekcji z dawnego życia na wygnaniu w kulminacyjnym momencie łączy dawnych antagonistów w obliczu najazdu Sasów. Nieco trywialne, nieco naciągane, lecz utrzymane w chłodnym nastroju wzajemnej nieufności i dystansu. Przyznam, iż trudno dla najciekawszej i najlepszej opowieści pierwszego tomu „Ludzi Północy” wykoncypować epilog dosadniej podkreślający wagę poruszanych zagadnień.

Opowieść czwarta, choć pokazuje realia epoki i faktyczny status kobiet tamtych czasów, nie wnosi wiele wartości dodanej. Dziejąca się na głębokiej północy tragedia trzynastoletniej Briany, która po śmierci ojca traci resztki iluzorycznej pozycji społecznej. Krótki komiks odstaje od reszty części zarówno poziomem graficznym jak i scenariuszem. Stanowiąc raczej swoisty i nader klasyczny zapychacz.

++

Pierwszy tom sagi anglosaskiej wieńczy „Krzyż i młot”. Przeniesieni w okolice Dublina roku 1014 do wikińskiej części Irlandii poznajemy dwie strony medalu ─ uciskanych najazdami i okupantów, z których każdy ma swoje racje bytu oraz roszczenia. Zważywszy na początek XI wieku, szczególnie warto byłoby tutaj się pokusić o dogłębniejsze poznanie historii, gdyż liczne z jej aspektów zostały na potrzeby konieczności wykastrowane. Rzecz podaje o Magnusie, wiernym synu irlandzkiej ziemi, zabójcy, atawistycznym dzikusie i ojcu małej kruczowłosej Brigid. Szczypta legendy o lokalnym obrońcy rdzennej ludności zabarwia ikoniczny wręcz status pogubionego (anty)bohatera. Nakreślona w całości wedle znanego schematu łowca-ofiara. Magnus finalnie przerażającymi mordami doprowadza po latach do utraty swojego najcenniejszego skarbu od życia (poza wiarą rzecz jasna)... własnej córy. W szale zabijania gołymi rękami, ostatecznie sam zostaje rozerwany psychicznie wątpliwościami. Nomen omen sprowadza na siebie sąd boży, którego wedle przekonania samego Magnusa był natchnionym egzekutorem. Poprawne zwieńczenie albumu.

Komiks jak przeczytamy we fragmencie recenzji 'Entertainment Weekly' unika „grząskiego bagna podręcznikowych szczegółów”, podpadając nieco pod model brutalnych opowieści powszednich. Nie znajdziemy po prawdzie u Wooda ostentacyjnej magii czy elementów fantasty, acz bardzo umiejętnie przemycanych kawałeczków mitologii i lokalnych baśni z morałem. Podkreślę ponownie, iż warto jednako liznąć nieco historii.

Tradycyjnie napomknę o rzeczy istotnej, acz niezwykle dla mnie niezrozumiałej. Tematyka „Ludzi Północy” oraz monumentalność wydania aż prosiła się o wstęp albo posłowie orbitujące wokół treści uzupełniających. Z przyjemnością ujrzałbym weń refleksyjny, polemiczny tekst utrzymany w klimacie popkulturowej analizy jednego z młodszych przedstawicieli światka polskiej szkoły historycznej albo trafioną w punkt analizę dorobku Brian Wooda, podobną do wydanego niedawno przez Egmont Polska „Łasucha”. Komiks technicznie wad nie stwierdza. Opasłe tomiszcze warte poznania nie tylko dla miłośników epoki wikingów i samych twardych wojów z toporami, ale przede wszystkim wartkiego i realistycznego komiksu historycznego.

Dziękujemy Wydawnictwu Egmont Polska za przekazanie egzemplarza do recenzji.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 19 lis 2018, 14:29 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka