Zwierzęce postapo o smaku czekoladowych batoników – recenzja komiksu „Łasuch” tom 1

Jeff Lemire
„Łasuch, tom 1”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Świat poszedł w rozsypkę. Ponownie i dosłownie. Zaraza zabiła miliony ludzi, tworząc okazyjnie nową rasę. Albo wyzwalając zakamuflowany gen powodujący mutacje. Albo ewolucja spłatała nam figla. Choć w głębi lasu powiewa sztandar spokojnego życia, mały tytułowego „Łasuch” woli poznać smak przygody. Osiąść w wyśnionym miejscu. W raju dla odszczepieńców powinno być lepiej. Chyba. Pora zatem na wędrówkę ku mglistej przyszłości. Nadszedł czas złamać zasadę wszystkich zasad – wyjść z lasu. Koniecznie z czekoladowym batonem w kieszeni…

Marcin ‘Lekt’ Wiatrak


„Liczy się to, co będzie dalej” – Tom Jepperd

Bohater dramatu Gus zwany inaczej obiektem Numer 171, niespełna dziesięcioletni chłopiec z porożem jelonka, przedstawiciel nowej rasy hybryd w świecie po pladze „Przypadłości”. Robert Kirkman zapewne pęka z dumy, u niego zostały już tylko hordy zombie i absolutny brak pomysłu na sensowne ciągnięcie tasiemcowej fabuły. Początkowo młodzieniaszek odmieniec irytuje, nieco z powodu nadopiekuńczości ojca, nieco przez burzące wir wydarzeń koszmary Gusa o dziwnym, wielkim człowieku z przerażająco zimnym spojrzeniem. Chłopak żyje w odosobnieniu, bez rówieśników, bez szkoły, bez kablówki. Mieszka w głuszy leśnego parku, uczony przydatnych aspektów przetrwania, bez psychicznego przystosowania jak wykorzystać je w praktyce. Mały i naiwny dzieciak-odmieniec chowany pod kloszem w lesie, uczony przez ojca dewotę adaptacji do życia zewnętrznego: polowania, metod ucieczki, życia, które nigdy miało nie nadejść. A jednak... Wydaje się irracjonalnym skautem, nazywając przydrożne słupy energetyczne połamanymi krzyżami. Początkowo nie sposób polubić tego małego odrealnionego jelonka. Nawet, gdy zostaje całkowitą sierotą… później może będzie nieco lepiej.

++

Fabuła rozkręca się nieco leniwie, aż do momentu pierwszego spotkania Gusa z Tomem. Zaznaczmy krwawego i bardzo bezpośredniego. Motywy kierujące mięśniakiem poprawnie, wręcz sztampowo wykładają kolejne zeszyty serii. Wszak do pewnego momentu Tom stanowi twardy orzech do rozgryzienia. Odkryjecie owe sekreciki sami, nie oczekujcie spektakularnych fajerwerków. Niczym klasyczna pizza poprawnie smaczna, jednak bez zaskoczenia. Oddając sprawiedliwość, wątek żony Tom'a wzbudził niezdrowe zainteresowanie. Mocna rzecz, lecz z podtytułem „gdzieś już to widziałem…”.

Wspomniana koncepcja drogi z wypaczonym, zgorzkniałym twardzielem, nieco błądzącym w gęstych odmętach własnego żalu była już wielokrotnie wałkowana. Furiat kina akcji lat 80. z ciężką ręką, traktującym mniejszego towarzysza jak niewydarzonego pasierba albo gorzej ─ niedorozwiniętego syna. Istnienie Tom’a Jepperda, określanego jako „Biały Demon”, „Pastrze” (gra słów), przywołuje w głęboko ukrytej szufladce pamięci tradycyjnych bohaterów walki ołówka Franka Millera. Zużytych życiem, ale wciąż potrafiących solidnie dokopać. I za to gościa polubiłem!

Tom, Tom… były kapitana drużyny hokejowej człowiek z twardego amerykańskiego południa. Zły człowiek krzywdzący jeszcze gorszych od siebie. Protektor iluzji Gusa o wyśnionym raju, odgrywa rolę bandyty z klasycznego westernu, złamanego przeszłością, podszytego niecnymi zamiarami. I zabijającego bez mrugnięcia powieką. Ostoja do której zmierzają niczym obiecany Eden wiedzie przez Dolinę Kolorado oraz miejscówki, zdecydowanie nienadające się dla małego chłopca . Podroż z pewnością nie należy do przyjemnych. Dodatkowo Gus prawi banały i sypie komunałami jak z rękawa. Ślepa wiara młodzika w Toma wydaje się wręcz ułudą. Relacje pomiędzy nimi balansuje bezgraniczna wręcz cierpliwość Toma do Gusa, którego pieszczotliwie nazwał Łasuchem z bardzo prozaicznego acz sympatycznego powodu. A mówili mądrzejsi, aby nie ufać nieznajomym. Łasuchowi przyjdzie się gorzko przejechać na cherubinowej łatwowierności. Drugi punkt dla autora serii.

++

Gdy Tom staje w obronie rogatej hybrydy, zostaje ranny. Nasz mały półjelonek wyrusza na poszukiwania opatrunków, leków i jedzenia. W pewnym momencie autor sprytnie puszcza oko do fanów „The Walking Dead”, gdy Gus w pokoju martwego, zasuszonego chłopca znajduje plakat i maskotkę z Batmanem. Ostatecznie rogata niedojda zabiera leżącą na łóżku książeczkę (komiks?), podobnie jak czynił Carl w serialu Kirkaman. Urzekające szczegóły w grze zwanej „pozytywne igranie z odbiorcą”.

„Tak… Zawsze umiałem walczyć, ale z resztą sobie nie radziłem” – Tom Jepperd

Nigdy nie ukrywałem, iż lubię dzieła spójne. Troszkę pachnące starą szkołą, gdzie scenarzysta i rysownik tworzą braterski duet albo są tą samą osobą. Jeff Lemire znany z „Czarnego Młota” czy „Descender” (album niedawno recenzowaliśmy na łamach Bestiariusza) kreuje mały intymny świat po wybuchu epidemii wirusa H5-G9. Świat zakleszczony pomiędzy wariactwem walki o przetrwanie i wariacją sprawdzonych pomysłów. Świat niezbyt zakasujący, a jednak wciągający. Lemire chyba lubi kreować młodych, naiwniackich bohaterów, których czeka solidna przeprawa i transformacja. Soczysty kopniak od brutalnego i wypranego z dobrych intencji świta. Przedstawiona przez Lemiera koncepcja podróży, przystani dla odmieńców również nie jest niczym odkrywczym. Podobny wątek mieliśmy w filmie „I am Legend” (2007) czy wybornej grze studia Naughty Dog „The Last of Us” z 2013 roku. Prawda, iż TLoU powstało później niżeli seria o Łasuchu, jednakże podane przykłady nazbyt od siebie nie odbiegają.

Recenzowany album będący pierwszy z trzech zbiorczych tomów otwiera wstęp walijskiego aktora Michaela Sheena (doskonała rola Davida Frosta w filmie „Frost/Nixon”). Napisany lekkim piórem w sposób niezwykle inteligentny wykłada fascynację aktora „Łasuchem”, doszukując się graficznych analogii w obrazach Francisa Goi oraz strzelając kilkoma trafnymi porównaniami popkulturowymi. Kolejny doskonały przykład jak powinno się pisać wstępy i dlaczego każde podobne wydawnictwo powinno go posiadać.

++

Pora na podsumowanie początku przygody z menażerią odmieńców. Gdybym rzekł, iż najtłustszy fabularny myk kręci się wokół zdrady i pępka (konkretniej pępowiny) oraz szukania przez milicję naukową odpowiedzi na niezadane pytanie, które nie stanowi celu samego w sobie został bym posądzony, iż nie doceniłem artyzmu „Łasucha”. Nie zrozumiałem, cóż autor miał na myśli. Kanadyjski scenarzysta i rysownik, dwukrotny laureat nagrody Shustera oraz pięciokrotnie nominowany do Nagrody Eisnera komiksowego Oskara zauroczył wizualną stroną ‘Descender’, tutaj bawi się konwencją i odwala rzemieślniczą robótkę. Kreska jest emocjonalna i emocjonująca, bywa pozornie leniwa i niedopieszczona. Jeff Lemire szlifuje konsekwentnie swój zdecydowany styl i "Łasuch" dobitnie ów fakt udowadnia. Jako scenarzysta w opuszczonym, smutnym drewnianym domku w Stanowym Parku Przyrody Long Pines w Nebrasce otwiera oczy małego chłopca, który już na starcie ma zwyczajnie przegwizdane. Z rogami na głowie! Kolejny punkt.

"USA Today" w recenzji na okładce napisał o „Mad Maxie z rogami”, jeśli lubimy odgrzewane jedzenie w mikrofali niewiele się pomylili. Bywa oryginalnie, ale... oddać należy Lemire’owi, iż czerpiąc garściami z oklepanych elementów filmowo-książkowych kusi się gdzieniegdzie na domalowanie przysłowiowej kropki nad i. Obok "Łasucha" nie powinno się przejść obojętnie, zważywszy na wcześniejsze dokonania autora. Choć dalej nie lubię małego, naiwnego jelonka czekam na dokończenie historii. Będzie happy end?

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za przekazanie egzemplarza do recenzji.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 19 lis 2018, 14:29 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka