„Piękna ciemność”, czyli wyborna kreacja dziecięcego limbo - recenzja komiksu

Fabien Vehlmann, Kerascoët
„Piękna ciemność”
Ocena recenzenta
5.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Powiadają, iżby ludzka dusza po śmierci trzy dni wędrowała pomiędzy ziemskimi bytami. Powiadają, iż strata dziecka porównywalna była do bólu tortur inkwizycji. Powiadają gdzieś pośrodku tych teorii i prawd, że kreacja dziecięcego limbo w „Piękna ciemność”, mimo lukrowej kreski budzi grozę głębią konceptu. Odrzućcie stereotypy o śmierci, czujcie się wstrząśnięci pomysłowością twórców. I ostrzeżeni nieco przytłaczającą historią tej niepozornie małej opowieści.

Marcin 'Lekt' Wiatrak


„Nie martw się...” I tak kiedyś umrzesz...

++

Komiks plasujący się w ścisłej czołówce najlepszych rysowanych opowieści tego roku wydanych w Polsce nie pozostawi obojętnym na walory emocjonalne oraz artystyczne. Kultura Gniewu udowadnia niniejszą publikacją, iż trudne i wymagające tematy, biorą na barki ciężar śmierci dziecka. Ilustracje Kerascoëta, francuskiego artysty, bywają niepokojąco zachwycające, a jednocześnie właśnie dziecięco łagodne, wręcz naiwne. Jakby wyrażały, nie, krzyczały kolorową ułagodzoną przemocą. Podszytą wewnętrznymi lękami i fobiami absolutnie każdego człowieka.

Opowieść traktuje nieco o odwróconej wersji wydarzeń przygód Calineczki, nieco z Alicji w Krainie Czarów, podając o dziewczynce leżącej martwej pośród trawy pełnej robaków i zgnilizny. Subtelna analogia o przechodzeniu na drugą stronę i niejasnym zakończeniem. Autorzy ciekawie odkrywają tożsamość głównej bohaterki, dość długo pozostającej bezimienną. Gdy z małej torebeczki wypada zeszyt, na nalepce dostrzegamy „Aurora”, zaś dziewczynka wdzięczne i urzekająco odpowiada na pytanie, iż właśnie tak się nazywa.

++

Abstrakcyjna sielanka zawarta w intro, gdy dwójka oderwanych od trosk postaci podczas podwieczorku nad ciastem i gorącą czekolada upajają się w oparach własnych amorów. Preludium makabrycznego snu? Urokliwa słomiana blondyneczka w białej sukni w duże grochy z pełnymi rumieńcami adorowana przez swego „rycerza” imieniem Hektor usypia czujność czytelnika. Absolutnie nic nie przygotowało mnie na szok jakiego doznałem po dobrnięciu do ostatniej strony. Dopłynięcia do jądra „pięknej ciemności”...

Pośród rozkładającego się ciała, porzuconego w lesie dziecka odnajdziemy sporo ciekawych postaci pobocznych (i ten aspekt nie do końca jest klarowny). Rudowłosa kobieta w czerwonej obszarpanej sukni dzierżąca na plecach nożyczki jako wyobrażenie dorosłej silnej Aurory, której nie dane będzie już nigdy dojrzeć. Plim mały pomocnik ─ egoistyczna i bardzo zachowawcza męska jaźń bohaterki. Poznany również Telimenę wycofaną kreację, zastraszonej wersji dziewczynki. Wyobrażenie alter ego noszącej „maski” strachu przed społeczeństwem, pełnej zwątpienia i fizycznie ułomnej. Pełno tutaj poukrywanych metafor nad fizycznymi zwłokami małoletniej denatki, której pomniejsze „ego” zawiadują sterem narracji.

W toku snutej historyjki wdziera się pozorna lekkość w często niewinnych zabawach i postępowaniu postaci, prowadzących niejednoznacznie do okrutnego finału. Całość przypomina pstrokatego pączka, obsypanego brokatem i cytrynowym lukrem, w którego środku po nagryzieniu zamiast łagodnej i słodkiej marmolady, odnajdziemy ohydne błoto smętnej prozy życia. Dlaczegóż zatem mamy ochotę na więcej takich łakoci? Autorzy bawią się z nami w dorosłość, która nie nadejdzie, obrazując nam jacy jesteśmy naiwni i egoistyczni. „Piękna ciemność” żongluje większością kreacji będącymi kolejnymi wadami i zaletami dziewczynki o słomkowych włosach. Zupełnie jakbyśmy usiłowali wejść do głowy osoby chorej. Wypowiadającej się w trzeciej osobie liczby mnogiej. Opowieść wypełniają persony, które są... nią samą ─ Aurorą! Postaci będących nami!

++

Przełom w naiwnym i pogmatwanym emocjonalnie podejściu Aurory następuje w momencie zorganizowania wielkiego przyjęcia dla leśnych przyjaciół. Wówczas poukładany mikroświat dziewczynki zaczyna się sypać. Elementy misternie i zdroworozsądkowo kleconej układanki rozpadają się niczym domek z kart na wietrze. Piorunujące wrażenie robi zemsta dokonana na myszce, którą Aurora obwiniła o zniszczenie wystawnej uroczystej kolacji złożonej z leśnego runa. Ostatecznie złamana, lecz odmieniona złotowłosa dziewczyna opuszcza „wioskę” z zeszytów, piórników, pełną cudaków i dziwów. Pozostawiając za plecami samozwańczą przywódczynię Lenkę, czyli jej najbutniejsze władcze alter-ego.

Finalnie doświadczamy niewyrażalnego dziecięcego okrucieństwa, do którego zdolne są istoty nieodróżniające poprzez zgorzknienie i doświadczenie odcieni szarości. Widząc świat albo dobrym albo czarnym, nie twierdzę, iż Aurora była zbyt naiwna, po prostu w pewnym momencie zwierciadło niewinności pękło. Kolej życia. Przejmując po części wszystkie najmroczniejsze cechy swoich kolejnych wcieleń, wspięła się na wyżyny niepohamowanej brutalności. Pragnąć definitywnie pozbyć się nieznośnej i rozkapryszonej księżniczki Leny wraz z całą zdradziecką służalczą bandą... za pomocą płomieni oczyszczenia. Piec staje się jej katharsis oraz nomen omen kolejnym przekleństwem.

++

Frapujący pomysł opowieści pozostawia szeroko uchyloną furtkę ku snuciu różnych niepokojących teorii. Rezydując w budce zegara z kukułką w domu, do którego nie wolno było wchodzić Aurora obserwuje bacznie swego... oprawcę? Wybawcę? Ojczyma, który ten jeden raz wypił odrobinę nazbyt dużo i pozwolił na karygodne ujście negatywnej pary dokonując obrzydliwej zbrodni? A może Aurorę zabrała choroba? Życie dziecka po śmierci wedle jego wyobrażenia albo forma na poradzenie sobie ze stratą przez rodzinę? Autorzy nie podają na tacy jednoznacznego rozwiązania, doprawdy byłby toż niestosowny zabieg. Zostawiając czytelnika z ostatnimi słowami Aurory, która odnalazła kolejnego „księcia” poddaje nieco w wątpliwość motywy mężczyzny. Powód, do którego będziecie docierać i dociekać długo po odłożeniu komiksu na półkę.

Komiks „Piękna ciemność” podciągnięty pod gatunek wyjątkowo makabrycznej baśni, której zdecydowanie nie należy opowiadać beztroskim brzdącom do snu, przeznaczony dla dorosłego i dojrzałego odbiorcy, porusza tematykę ważną w rozmowach z dziećmi. Śmierć wszechobecna nigdy nie powinna być zobojętniała, powinna być traktowana z powagą i poddana możliwie łagodnemu omówieniu, przygotowaniu dziecka na odejście bliskich mu osób. Być może właśnie o tym opowiada niepozorne komiksowe arcydzieło...

Dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu za przekazanie egzemplarza do recenzji.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 19 lis 2018, 14:29 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka