Retromagiczny wir przygody, czyli „Lanfeust w Kosmosie ” - recenzja

Christophe Arleston, Didier Tarquin
„Lanfeust w Kosmosie”
Ocena recenzenta
7.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Mieszkańcy Troy i heros nieco z przypadku imieniem Lanfeust, podróżujący z trollem Hebiusem wyruszają w kosmos. Czy w tym arcyzabawym zdaniu na otwarcie coś może pójść źle? Dodajmy do wywaru superzazdrosną narzeczoną C'ixi, nadużywającą płaskiego uderzenia w twarz oraz plejadę pobocznych rozbrajających postaci, a otrzymamy starego dobrego Lanfeusta. Tylko, że w kosmosie! I w tym punkcie właśnie wszystko idzie w wesołe diabły!

Marcin 'Lekt' Wiatrak


„Większość gwiezdnych zdobywców ma w nadmiarze odwagi, energii i marzeń, cierpią za to na brak wyobraźni”

++

Serię o lekko ciapowatym pomocniku kowala z Troy znają bardzo dobrze miłośnicy wydawanego przez Egmont „Fantasy Komiks”. Kosmiczne przygody w zbiorczym albumie, na który złożyły się cztery historie opublikowane pierwotnie w latach 2001-2004. Francuski duet pomysłodawcy serii i głównego scenarzysty Christophe Arlestona oraz przewodniego rysownika Didiera Tarquina rozbraja zblazowanym humorem oraz kanonadą coraz bardziej szalonych eskapad i wpadek jakie zaliczają sympatyczne i zapadające w pamięć postaci.
Znudzeni bohaterowie oraz dowcipu podszytego sarkazmem i obfita we wdzięki kreskówkowa erotyka ─ tutaj znajdziemy wszystko, acz bez przesytu. Stonowany przepych. Plazmowe ostrze przypominające ucięty, falujący miecz świetlny, proszę bardzo. Detonator chemiczny wyglądający niczym Pokeball, bez oporów. Autorzy doskonale bawią się konwencją, co widać i czuć na wielu stronach.

Korzenie serii o Troy sięgają roku 1996, aż dziw bierze, iż jej popularność wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. Dowodem może być choćby forma spin-offowa jak czterotomowa manga czy magazyn pt. 'Lanfeust Mag' (stanowiący fenomen sam w sobie, gdyż mało który tytuł komiksowy może się poszczycić własnym periodykiem!). Choć większość albumów tworzył stały zespół autorów, mistrz świata Troy, czyli Christophe Arleston zwany 'Scotch', pozostaje najbardziej płodnym ze scenarzystów współczesnej sceny francuskiego rynku komiksowego. Warto odnotować również, iż pierwszy kontakt z Lanfeustem polski czytelnik doświadczył dzięki wydawnictwu Egmont na łamach wspomnianego „Fantasy Komiks” w 2001 roku.

++

Fabularnie dzieje się sporo, mimo „leniwego” początku. Odwiedzamy planetę Troy, gdzie bije serce magii Magohmotha, mitycznego potwora, będącego nomen omen statusem quo dla tajemniczej siły uniwersum. Dary mocy bywają tutaj różnorakie, jedni posiadają zdolność zamrażania wody inni irytowania otoczenia, albo totalnie absurdalne siły nadprzyrodzone. Pośród tego odnajdziemy Lanfeusta, który czasem zdaje się bardzo i klasycznie nie ogarniać systemu i okolic. Nasz bohater znudzony życiem i żądny przygód wpłata się w walkę z arcywrogiem, piratem imieniem Thanos (jakbym już gdzieś słyszał podobne imię...). I dostanie dokładnie czego chciał, ale na co nie był przygotowany.

Historia rozpoczyna się, gdy Troy w poszukiwaniu źródła mocy odwiedza agenta Glace. Zadziorna chłopczyca, od początku wyraźnie podrywa naszego (nie)dzielnego herosa, lecz jej nadrzędnym zadaniem będzie przekonywanie rady mędrców, iż planeta Troy owa stanowi jedynie okruszek na kosmicznej mapie. Doborowa ekipa wyruszy ostatecznie pośród gwiazdy, gdzie wpadną w wir rasowych, międzygatunkowych konszachtów. Lawirując pomiędzy problematycznymi decyzjami, rozpętają kilka srogich awantur.

Akcja i humor przypominają wybuchowego shake'a ─ super smacznego, lecz nie do utrzymania za długo w szklance. Zasypywani pomysłami brniemy przez kolejne stronnice, dostają oczopląsu od pomieszania gatunków, które uniwersum Troy wychodzi wyłącznie na plus. Kreska oraz kolory nie pozwalają się nudzić, podziwianie szczegółowych artów wywołuje dodatkowy zachwyt podczas obcowania z albumem. Warto również pamiętać o przewijającym się brutalizmie oraz goliźnie w ekspozycji damskich, obfitych wdzięków. Informacja, iż komiks jest przeznaczony dla dorosłego odbiory całkowicie słuszna.

++

„Lanfeust w kosmosie” pozostaje niby typowym retrofuturystycznym komiksem z naleciałościami ery frankońskiej końcówki lat 80., a jednak zgrabne i wprawne położone szwy na falującej tkaninie przygody wpływają pozytywnie na odbiór całości. Album nie posiada wstępu ani posłowia, oryginalne okładki poukrywano w treści stron otwierających poszczególne rozdziały, natomiast końcówka prezentuje wszystkie wydane dotychczas przez Egmont serie poświęcone Troy w formie kolekcjonerskich albumów w twardych oprawach.

Wydanie zbiorcze „Lanfeust w kosmosie” w serii Plansze Europy jako twarda, solidna okładka ze świecącą poświatą, doskonale zagospodarowanymi stronami wprowadzającymi stanowi klasę HC samą dla siebie. Jedyny bardzo subiektywny zarzut mogę wystosować wobec wielkości użytego liternictwa, urzekającego i niezwykle starannego, acz o nader małej dla okularników czcionce.

Podsumowując. Zabawa z Lanfeustem pośród kosmicznej próżni na pewno nie jest jałowa ani szarobura. Awantury, gagi sytuacyjne i niewybredne żarciki flagują dzieło Christophe'a Arlestona pozwalając odpocząć od trosk dnia powszedniego i wywołać ogromny uśmiech na twarzy. Album wart jest polecenie nie tylko miłośnikom twórczości „Scotcha”, odkrywcy światka Troy będą zauroczeniu feerią kolorytu zwariowanych wojaży Lanfeusta i spółki.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za przekazanie egzemplarza do recenzji.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 paź 2018, 21:22 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka