Miecz Adreńczyka, czyli „siła i prawość” - recenzja komiksu

Étienne Willem
„Miecz Ardeńczyka”
Ocena recenzenta
5.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Sentyment wobec komiksowej antropomorfizacji wyraziłem niedawno recenzując "Władzę: Porę demonów". Tym razem Egmont Polska sięgnął do równie współczesnej serii komiksów wespół mieszającą wątki fantasty ze światem wczesnego średniowiecza, całymi jego trudami i uciechami oraz pociesznym króliczym bohaterem w roli głównej.

Marcin 'Lekt' Wiatark


... Bohaterowie legend się starzeją, a zło nie zawsze musi nosić czarną zbroję – rzekł pewien szczwany lis konfident

++

Historia rozpoczyna się w wiosce Chassenoix na początku XII wieku. Mieszkańców dotyka tragedia w postaci najazdu i spopielenia ich skromnych wiejskich domostw. Zło poszukuje sposobu na odrodzenie z niebytu, po przegranej dwadzieścia lat temu wielkiej bitwie o Śródziemie... znaczy królestwa Bohanu i innych finezyjnych landów. Kołowrót wydarzeń zostaje wprawiony w szalony ruch podczas święta plonów, gdy w wiosce głównego bohatera wybucha pożar. W tle snuje się Nuhy bezcielesny mroczny pan (kuzyn Saurona?), tajemnicza czarna zbroja oraz niepozorny, lekko błazeński i urodzony wybitnie pod szczęśliwą gwiazdą króliczek imieniem Garen. Jak ów iście Campbellowski szkielet prowadzenia opowieści wypada w mariażu legend arturiańskich i frańkońskiej sztuki komiksu? Przyjemnie, lecz niestety nierówno.

Przedstawiony świat ujmuje umowną prostotą i lekkością kreacji powszedniej egzystencji, lecz nie ubiera maski z lukru, aby unaocznić brutalność politycznych roszad i permanentnej walki o władzę. Wszystko raczej stonowanie i klasycznie zobrazowane. Trud z jakim musi mierzyć się młodziutki ostrouchy bohater oddaje po części twarde realia średniowiecznej tułaczki i mozolnego odkrywania własnego „ego”. Symbolem okazuje się tutaj nie tylko miecz, ale i sam Garen, jako dziecko przepowiedni. Mimo, iż czterotomowa opowieść potrafi zaskoczyć nietuzinkowymi zwrotami akcji, nie mamy tutaj zbyt wiele czasu na soczyste wgryzienie się w miąższ warstwy fabularnej. Wydarzenia pędzą na pohybel niczym Drużyna Brzasku w szarży na zajadłych i zapienionych od gniewu wrogów.

++

Na osi rozwoju głównego bohatera ledwo widoczną białą kredką, milimetrowym wręcz punkcikiem zaznaczono przełamanie granicy pomiędzy marzeniami a jawą. Pęknięte i pokruszone zwierciadełko naiwności snów Garena o wielkich przygodach, ugrzęzło w błocie oczekiwań możnowładców, których początkowo chłopak raczej nie jest w stanie objąć swym marchewkowym umysłem. Szczególnie, iż nader szybko drewniany patyk przyjdzie Garenowi zamienić na okrwawiony sztylet. Sporo jak na małoletniego wiejskiego króliczka. Chłopak jednakże nie jest w ciemię bity, wszak przyjaźnił się z samym Gotfrydem Adreńczykiem, dzierżącym niebywały Willemowski Excalibur (acz tutaj również wyjdzie spryt autora). Bitwa o przetrwanie i spełnienie wymuszonych oczekiwań, jakie młody futrzak musi udźwignąć potrafią przytłoczyć. Złożono na wąziutkich barkach Garena brzemię przypominające nieco los nieświadomego sytuacji Froda. I zupełnie nie wiem dlaczego, ale sam Garen analogicznie przywodzi na myśl nieco europejską, bardzo wystraszoną wersję Bugsa.

„Miecz Ardeńczyka” garściami czerpie ze źródeł świata Tolkiena oraz legend arturiańskich, okraszonych ikonicznymi wtrąceniami francuskiej szkoły komiksowej. Zdecydowanie jak na pozycję z 2014 roku, spora dawka odtwórstwa, (re)konstrukcji świata przez doświadczonego twórcę, jakim niewątpliwie jest Etienne Willem pozwoli przyjemnie spędzić popołudnie. Autor kopiuje i powiela dobrze znane z literatury wątki, nie czyniąc tego w sposób bezczelny czy ordynarny. Wobec narysowanej i tkanej historii sprawdza się stara klasyczna prawda, iż dobro może/musi zatriumfować, lecz zło porażki ma wkalkulowane w cenę swoich mrocznych zakusów. Majestatyczne zwycięstwo nie zawsze pozostaje upstrzone bezkompromisową wiktorią prawdy nad czernią, szczególnie gdy w imię wyższej sprawy zostajemy postawieni pod ścianą trudnego wyboru. Étien Willem zgrabnie wyłożył gorycz formowania losów głównego bohatera, kolorując jego futerko na kilka odcieni przysłowiowej szarości.

„Miecz” cierpi niestety na współczesny kompleks wielu komiksów powracających do klasyków. Nieco usilnie, nieco na kwadraturę koła, aby przeciętność formy nie przerosła treści. Mimo lekkości przekazywania oraz dość nienachlanej konwersji legend o Rycerzach Okrągłego Stołu zabrakło obszerniejszego rozpisania wielopłaszczyznowej intrygi na dłuższą serię. Bez podpalania na stosie przyznam, iż urzekł mnie świat Garena, pochłaniałem kolejne strony łapczywie, rozprawiając w myślach możliwe ścieżki herosów, analizując aby na pewno idą słuszną drogą, czy też schemat zatoczy pętle etc. Dodatkowo smaczki! Analogie do Robin Hooda (przeczytacie o tym we wstępie Pierre Dubiosa) oraz kilka perełek, jak choćby mordercze cienie przywoływane przez czarnoksiężnika Kozeła (Jeźdźcy Pierścienia?) albo genialne ujęcie pejzażu wsi i wiatraków (tak, tak, stary i dobrze znany mnie żarcik o pierniku i wiatraku) z domalowanym obok zwierzęcym wyobrażeniem błędnego rycerza Don Kichote oraz jego wiernego druha Sancho Pansa, pomykającego oczywiście na grzebiecie leniwego osiołka. Poboczna postać sowy-maga Magisa toż wszak przekoloryzowane szaleństwo Merlina oraz potęga Gandalfa Białego. Wszystko jednakże balansuje na krawędzi kopii oraz nierówności, galopowania wątków, gonienia własnego ogona.

++

W „Mieczu” znajdziemy również żarciki (acz niekoniecznie najwyższych lotów), lekkie odniesienia o podtekście seksualnym, zdradę najbardziej zaskakujących postaci, prywatne cele i dążenia bohaterów drugoplanowych. Twist fabularny w postaci prawdziwej roli tytułowego miecza, wybornie oddane starania o przywrócenie do życia mrocznego pana ─ historia miewa naprawdę dobre momenty. Dodatkowo mamy Drużynę Brzasku, Zakon Rycerski Szpitalników oraz intrygantów i zabójców, sporo zbirów, zmanierowanych władców i bohaterów, których zdecydowanie nie sposób NIE polubić! Podstarzały i nieco opasły lis imieniem Grimbert. Arthus, czyli wielki, lekko rubaszny i zgorzkniały niedźwiedź oraz Lisiczka (o bardzo, bardzo uwydatnionych kształtach). Wszyscy zostali jedynie naszkicowani, zabrakło natomiast czasu na odpowiednie rozbudowanie każdej w barwnych zwierząt. Wokół jedynej żeńskiej obrończyni sprawiedliwości autor nakreślił po prawdzie ciekawą poboczną historię, acz niestety nie zakończonej w satysfakcjonujący sposób. Każda z przewijający się postaci ma swój potencjał, zasługujący na rozwinięcie i dopieszczenie. Mimo wszystko finalny werdykt pozostaje kwestią odbioru: czy forma przerasta treść czy fabuła (na pohybel!) spełni oczekiwania i przeważy nad skromną ilością stron?

Wydanie zbiorczego albumu w serii Plansze Europy stoi na wysokim poziomie. Solidna twarda oprawa i dobrej jakości papier są wizytówką komiksów z wyższej półki cenowej od Wydawnictwa Egmont Polska. Nietuzinkowa jak na współczesne opowieści warstwa graficzna (technikolor) oraz odwaga autora włożenia naprawdę dobrze rozpisanej (z całą mocą - nazbyt krótkiej!) opowieści w inną niżeli ludzkie ramy.

Pora na ostateczne żale. Autor zdaje się musiał otrzymać limit na swoje małe dziełko. Rozumiem w pełni, iż tworzenie monumentalnych, nieskończenie opasłych serii błąka się na granicy abstrakcji i opłacalności, szczególnie przy dzisiejszym nasyceniu rynku. Poniekąd dobrze, iż „Miecz Adreńczyka” stanowi zwartą i zamkniętą historię wydaną w jednym tomie, lecz po zamknięciu ostatniej karty, gdy Garen jako Pan na Zamku Guerlande powraca w rodzinne strony, powoduje automatyczną chęć wypełnienia luk wydarzeń okalających główny watek. I niekoniecznie na siłę, aby wypchać komiks i zmuszać odbiorcę do zakupu kolejnych zeszytów. Po prostu świat Adreńczyka jest na tyle frapujący, mieszając liczne wątki, iż pałaszuje się go jak słodki, lecz niewielkich gabarytów deser.

„Miecz Ardeńczyka” i wiele innych komiksów znajdziecie na https://egmont.pl/
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 15 sie 2018, 13:39 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka