Towarzysze zmierzchu w cyklu Plansze Europy, czyli francuska klasyka po raz drugi - recenzja komiksu

Francois Bourgeon
„Towarzysze zmierzchu”
Ocena recenzenta
5.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
'Les Compagnons du crépuscule', czyli reedycja zbiorczego wydania kamienia milowego w dziejach francuskiego komiksu, po dekadzie doczekała się wznowienia w serii „Plansze Europy”. Gratka kolekcjonerska dla znawców tematyki. Doświadczającym po raz pierwszy kreacji wojny stuletniej pióra i ołówka Francoisa Bourgeon gwarantuje lekturę na długie godziny. Przygodę na miarę Umberto Eco wypełnioną nomen omen frywolną interpretacją. Pozycja z listy lektur obowiązkowych!

Marcin 'Lekt' Wiatrak


„Przecież nie chcieliśmy zrobić jej wielkiej krzywdy...
Tylko ją zabić” - bezimienna wieśniaczka


++

Fabuła „Towarzyszy zmierzchu” podaje o perypetiach Mariotte, mającej czarownicę za babkę, Aniceta ─ jedynego ocalałego z rzezi wsi oraz błędnego rycerza o twarzy wiedźminowego Jeża z Erenwaldu. I tutaj należałoby powściągnąć zapędy od popsucia czytelnikowi frajdy odkrywania barwnych, acz nieco wtórnych bohaterów. W telegraficznym skrócie i z przyzwoitości nakreślę jeno zarys protagonistów opowieści. Młoda i wyklęta rudowłosa dziewucha wdaje się w pseudointelektualną relację z irytującym i prostym chłopakiem. Ich szczeniackie utarczki i temperament tonuje bezimienny i oszpecony zakuty w hełm rycerz. Wyborowe trio w polewie niesamowicie złożonej historii. Charaktery postaci mieszają zgorzknienie z naiwnością wobec otaczającego świata, aby nie użyć mocniejszego stwierdzenia ─miksują nieokrzesaną głupotę z wolą nierozumności żelaznych praw średniowiecza. Nie liczcie na półśrodki czy uproszczenia, brutalizm świata przedstawionego wynikający z wiedzy autora przygniata ciężarem realizmu. Choć bohaterowie potrafią chwilami zirytować, wzbudzają sympatię. Lecz na taryfę ulgową nie mogą liczyć...

Komiks historyczny bez znajomości szerszego kontekstu dziejowego oraz tzw. realiów (nawet w rozumieniu lekko umownym) bywa ciężki w odbiorze. Francois Bourgeon dobitnie wykazuje w swym koronnym i monumentalnym dziele frankońskiej sztuki komiksu podręcznikową znajomość rzeczy, portretując ubóstwo i marność losu niższych warstw społecznym, dziką chuć żołnierzy oraz poszukiwanie odpowiedzi o sensowność mordowania na wojnie. A wojnie nie byle jakiej, gdyż ponad stuletnich utarczek pomiędzy XIV-wieczną Anglią i Francją.

Bourgeon snuje mroczną opowieść o wojażach Mariotte w trzech tomach, które zbiorczy album (Egmont wyd. II, 2018) zawierają kolejno: „Czary w lesie mgieł” (1983), „Cynowe oczy posępnego miasta” (1986) oraz „Ostatni śpiew Malaterre'ów” (1990). Choć fabuła rozgrywa się w okowach tzw. wojny stuletniej, odbiorca pozna jej tragizm od samego dołu. Nie uświadczycie w „Towarzyszach zmierzchu” spektakularnych bitew czy przodujących w dziejach person. Wojna w albumie niczym zadżumiony szczur kluczy pomiędzy zaropiałymi stopami biedoty. Wojna wydrze zza kart komiksu w należyty i prozaiczny sposób ─ ubłocona i okrwawiona na zaropiałych ranach zwykłych, szarych i niewiele znaczących żołdaków.

Ugryzienie soczystego kęsu opowieści utkanej przez Bourgeona w stricte historycznym wydźwięku było by mało zjadliwe i nader ciężkostrawne. Autor przeplatając wątki magiczne i mistyczne wprowadza czasem lekką dezorientację, gdyż zadajemy sobie pytanie o granicę pomiędzy jawą a snem. Wszystko zaś wyważone wedle tajemniczej receptury współgra i zaskakuje.

++

Wobec pierwszego polskiego wydania zbiorczego Towarzyszy (Egmont 2008) podnoszono, iż wydawnictwo powinno rozbić serię podobnie do oryginału ─ na trzy oddzielne tomy. Nie mając styczności z wcześniejszym polskim wydaniem, słysząc jedynie o samym albumie wielokrotnie, odniosłem podobne wrażanie jakoby pomiędzy tomami II i III zachodziła znaczna rozbieżność w utrzymaniu narracji. Dopiero ponowna lektura całości oraz trzecie podejście do ostatniej części zrewidowało ocenę i wygładziło zmarszczkę skonfundowania. Trudno jednoznacznie wyrazić opinię, iż historia bohaterów zatoczyła pętlę, u kresu „Ostatniej pieśni Malaterr'ów” (część trzecia) odniosłem (być może mylne) wrażenie, jakby toż właśnie pominięta wojna w tle wysunęła się na piedestał bohaterszczyzny. Wojna niezmienna, wojna bezsprzecznie ludzka; ludzi wymagająca i nimi gardząca. Wojna w wydaniu Bourgeona tańczy na kurhanach swych wrogów, niczym cesarza Andrzeja Sapkowskiego. W Towarzyszach jeno świat przedstawiony zdaje się być jeszcze bardziej depresyjny.

Wokół owej niesławnej wojny nasza trójka bohaterów o różnych motywacjach i pragnieniach, podąża własną ścieżką odkupienia, reinterpretując działania wobec tegoż świata z jakim muszą się mierzyć ─ ni realnego, ni magicznego. Pośrodku stawiając więcej pytajników niż rozwikłanych zagadek swych marnych żywotów.
„Las Mgieł” i „Cynowe oczy” obfitujące w nakreślenie przyrody jako niemego towarzysza rudowłosej zadziory, pseudo giermka oraz pokręconego psychicznie rycerza ustąpiły wydanej po siedmiu laty od narodzin serii miastu w obrazie romańskiej warowni. Zanika tutaj czynnik czarów i psychodelicznych snów, a prymat przejmuje pierwiastek ludzkiej nienawiści i niedoli, kombinatorstwa oraz woli przetrwania. W „Ostatniej pieśni” wartka narracja, zintensyfikowanie akcji, mnogość elementów poznawczych dawnego życia Rycerza bez twarzy kłóci się niejako z dwoma wcześniejszymi tomami ─ choć genialnością skomplikowania intryg przyćmiewa je bez wyjęcia, wnosząc do opowieści o diametralnie odmiennym przekazie.

Z kart finałowej warowni Bourgeona wydziera fetor minionej epoki. Oddać należy autorowi, iż w „Ostatniej pieśni” dał niebywały popis kunsztu znajomości rysowanych czasów w postaci chociażby ubiorów czy architektury. Każdy element zdaje się tutaj znać swe miejsce, wkalkulowany pieczołowicie w śmierdzącą tkankę średniowiecznej wsi czy miasta. Warto pamiętać, iż „Towarzysze zmierzchu” stanowią rasowe przedstawicielstwo komiksu historycznego, niemającego kompleksów przed wspomnianymi realiami epoki.

Z pewnością dla lektury reedycji albumu w serii „Plansze Europy” należy zarezerwować nieco więcej czasu i popołudniowego spokoju. Warto zatrzymać się czasem nad słowami bohaterów, aby dokładnie je przeanalizować nim ruszy się dalej. Mimo, iż akcja napiera niczym rączy rumak w galopie podczas bitwy, bohaterowie miewają momentami chwilę zadumy i ułamkowego wytchnienia ─ czytelnik pragnący rozkoszować się opowieścią powinien podejść do sprawy z chłodną głową. Rozsmakowując w rozbudowanych dialogach należy uważać, aby nie uronić szerszego kontekstu. Przyznam uczciwie, iż dwa pełne podejścia do albumu pozwoliły nieco rozjaśnić umysł, lecz „Towarzysze zmierzchu” są niczym dobry, klasyczny film ─ ilekroć byśmy go nie oglądali, zawsze uczynimy seans przyjemnością. Na spokojnie, z kubkiem kawy i chwilą refleksji.

++

Koło historii-bohaterów u Bourgeona nie odstaje po prawdzie nazbyt oryginalnie od schematu Josepha Campbella, nie wymagajmy wszak odkrywania kolejny raz Ameryki. Pochylmy jednak lekko czoła przed animuszem, zapałem i znawstwem autora. Swoistą lekcją rozszerzania horyzontów. Mając również baczenie, iż komiks zestarzał się w godny sposób. Bohaterowie walczą wedle własnych wydumanych prawideł, nieco idyllicznie nieco błazeńsko. Autor stawia im cel, ale nie wskazuje drogi, nie prowadzi za rękę. W komiksie, filmie oraz powieściopisarstwie owa maestria udaje się nielicznym. Jakby sam czytelnik miał rozstrzygnąć, którą ze stron lepiej wybrać, mimo, iż bohaterowie poszli w przeciwnym do zamierzonego kierunku ─ albo tego właściwego albo wymuszonego. Najchętniej niczym znany wiedźmin postawiony przed wyborem zła oraz mniejszego zła, woleliby zapewne w ogóle nie dokonywać wyboru. W wieńczącej ilustrowany epos pieśni Maleterre'ów bohaterowie przysiadają ze zmęczenia. Pokonują czyhające pod murami czarne siły, lecz przekonują się, iż nie mniejsze zdeprawowanie drzemie w otaczających ich ludziach. Rzecz nie idzie jak u Tolkiena o władzę nad światem, woli panowania nad Śródziemiem, a kilka szczebli niżej, pukając do skromniejszej batalii ambicji skrzeczącej w kakafonii małostkowości ludzkich słabostek i pojedynków o władzę na lokalnym gruncie.

Technicznie komiks przeznaczony dla pełnoletniego, a raczej dojrzałego odbiorcy przez wzgląd na zawiłości i wielowarstwowość fabuły posiada swoje mankamenty. Dość archaiczna kreska oraz niekiedy punktowe przeładowanie wypowiedzi. Nazbyt widoczne przywiązanie do anachronizmów oraz ledwo zarysowanej ukierunkowania woli bohaterów, a także okrutnej powagi sportretowanego światka. Fanaberyjna golizna wypaczająca wysublimowaną nagość, udowadnia twardą rzeczywistość tamtych lat wojny, nieróżniącej się niczym od poprzedniczek oraz następczyń. Wszechobecna przemoc i prostacka wręcz seksualność oddające ducha epoki w innym kontekście byłyby po prostu wulgarne, w Towarzyszach odnajdują swe należyte miejsce, acz nieco bardziej wrażliwego odbiorcę mogą nieco zdegustować.

Podsumowując Opowieść o bohaterach nieznających do końca kierunku swej misji, wędrówki, która ich przytłacza i jednocześnie niezdrowo podnieca, nie da się zamknąć w sztywne ramy kanwy i konwenansu. Pamiętajmy, iż nabywanie doświadczenia powinno kształtować rozumność oraz życiowy odbiór prawd. Podobną tendencję zauważamy u bohaterów Bourgeona, który igrając z czytelnikiem zawartą w komiksie konwencją kolorystyki poszczególnych części. Układanka jaką są Towarzysze nie należy do najłatwiejszych. Lecz spasowanie większości kluczowych elementów tej arcyciekawej i nieco pokręconej fabuły powinny przysporzyć nielichej satysfakcji. Doskonała opowieść o wędrówce i kilku aspektach walki ─ od bezrozumnej wojny po walkę z własnym przeznaczeniem.

A wojna jaką ujrzycie u Francoise Bourgeona nigdy się nie zmieni, zawsze będzie brudna, obłudna i plugawa...
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 25 cze 2018, 06:58 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka