Ptaszek w wielkim mieście – recenzja „Nightwing Tom 2: Blüdhaven”

Tim Seeley, Marcus To, Chris Sotomayor
„Nightwing. Tom 2: Blüdhaven”
Ocena recenzenta
3.75/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)

Najstarszy protegowany Batmana powraca jako młody dorosły, chcący rozpocząć samodzielne życie z daleka od rodziny nietoperzy z Gotham. W skąpanym w świetle neonów mieście Blüdhaven, Dick Grayson stara się pogodzić obowiązki superbohatera z dorywczą pracą i uciechami młodości. Nowe otwarcie w historii bohatera okazuje się mocno utopijne, przeszłość goni za Nightwingiem a on sam wplątuje się w zakrojoną na szeroką skalę intrygę, obnażającą ciemną stronę jego nowego miejsca zamieszkania.



++

Historia drugiego tomu rozpoczyna się zeszytem zatytułowanym - „Walcząc z przeznaczeniem”, Dick Grayson zmaga się z poczuciem winy (wynikłym z nietrafnego sojuszu z łotrem Raptorem, co pokazano w pierwszym tomie serii), pognębionym przez nękające go koszmary, gdzie obserwuje śmierć swoich przyjaciół. Superman podejrzewa, że za snami Nightwinga kryje się coś więcej niż tylko wyrzuty sumienia, w związku z czym oferuje mu możliwość przeanalizowania jego umysłu w Twierdzy Samotności. Szybko okazuje się, że obawy Człowieka ze stali nie były bezpodstawne, a Nightwing musi zmierzyć się w ze złowrogim Doktorem Destiny, ukrytym w jego podświadomości. Zeszyt stanowi swoiste wprowadzenie do głównej historii fabularnej, skupionej na samodzielnych poczynaniach protegowanego Batmana w Blüdhaven. Na przestrzeni krótkiej opowieści bohater stawi czoła swoim wewnętrznym demonom, Liga Sprawiedliwych zaliczy gościnny występ, a Superman będzie pracować nad zyskaniem szacunku wśród jej przedstawicieli (to nowa inkarnacja słynnego Kryptończyka, nieznana Batmanowi i spółce). Wszystko to wpisuje się w większą narrację, tworzącą uniwersum „DC:Odrodzenie”. W fabule Nightwinga można rozeznać się bez znajomości poprzedniego tomu serii, niemniej tracimy liczne smaczki i ukryte sensy, gdy nie znamy aktualnych wydarzeń ze świata przedstawionego.

++


Historia komiksu jest mocno sztampowa. Uporawszy się z Doktorem Destiny, Nightwing za namową
Supermana, wyrusza do Blüdhaven, podupadłej mieściny, w której superbohater liczy na możliwość „wsłuchania się
w swój wewnętrzny głos” i odkrycia kim tak naprawdę jest. Rozpoczyna pracę jako nauczyciel działający z problematyczną młodzieżą, tak zwanymi „Uciekinierami”, grupą wsparcia dla byłych, młodocianych super-przestępców z Gotham. Jeden z członków grupy, Goryl Grimm, zostaje wplątany w morderstwo, a Grayson natrafia na ślad intrygi, mającej na celu zdyskredytowanie zresocjalizowanych łotrów i łotrzyc. Jego prywatne śledztwo prowadzi do odkrycia spisku na wysokich szczeblach władzy miasta, a bohater zaczyna się zastanawiać, czy sam nie boryka się z podobnymi problemami co jego nowi podopieczni, uciekając od popełnionych w przeszłości błędów.

Od pierwszych stron lektury, szybko orientujemy się kto w opowieści będzie „zły” a kto „dobry”. To zasługa sugestywnych, ale atrakcyjnych wizualnie rysunków, budujących komiks. Scenarzyści obrazują Blüdhaven jako mroczne miasto, skrywające wiele tajemnic, niemniej posiadające własną tożsamość, nie będące wyłącznie kopią Gotham City. Opowieść obfituje w liczne zwroty akcji, ale większość z nich jest łatwa do przewidzenia. Wydarzenia splatają się ze sobą w myśl zasady „deus ex machina”. „Blüdhaven” to typowa, współczesna opowieść super-bohaterska, łopatologiczna ale dostarczająca rozrywki, niestety często z rodzaju „guilty-pleasure”. Nightwing walczy na kartach komiksu między innymi z: robotami, zmutowanymi gorylami i kobietami-orkami. Obserwowanie Grace (dwumetrowej kobiety-orki), która wymierza głównemu bohaterowi serię potężnych ciosów, wygłaszając równocześnie płomienny monolog o problemach z własną tożsamością, wzbudza szeroką gammę uczuć, często tych ambiwalentnych.

Początkowo odnosi się wrażenie, ze opowiadana w komiksie historia zalatuje sztampą i kiczem, niemniej losy bohatera zobrazowano z urokiem, stosownym do jego wieku. Nightwing przeżywa młodociane romanse, chadza na piwo z Młodymi Tytanami a czas wolny spędza na oglądaniu seriali i snuciu fantazji o łotrzycy Defacer. W komiksowych dymkach znajdziemy wiele przemyśleń Nightwinga, który m.in. informuje czytelnika, że w swoim kostiumie czuje się „niebezpieczny i seksowny”. Rysownicy podkreślają te monologi, odpowiednim, portretowaniem Graysona, pokazując go jako rozmarzone chłopięcie o niebieskich oczach i zwichrzonych włosach, biegające po kadrach komiksu w obcisłym kombinezonie albo bez koszulki. Możliwe, że fanki popkultury zawieszą oko na tych obrazkach, a może i paru fanów się znajdzie...

++


„Nigthwing” to przyzwoite czytadło komiksowe, dostarczające rozrywki w niezobowiązujący sposób. Wskazane jest podchodzenie do lektury z dystansem, nie jest to dzieło, które znajdzie wielu pasjonatów. Świat DC dla nowych odbiorców może wydać się dziwny i hermetyczny, a wydarzenia wspomniane na trzecim planie opowieści, niezrozumiałe. Pomijając te bolączki, mamy do czynienia z atrakcyjną pozycją, która swoje braki nadrabia przaśnym, młodzieńczym klimatem, będąc skierowaną głównie do nastoletnich miłośników popkultury oraz zagorzałych fanów uniwersum DC. Komiks wieńczy niespodziewany cliffhanger, który sprawił, że jestem ciekaw dalszych losów Nightwinga. Zachęcam do wyrobienia sobie własnej opinii o komiksie.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 wrz 2018, 23:37 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka