„Descender. Tom pierwszy: Blaszane Gwiazdy”, czyli o robociej duszy słów kilka - recenzja

Jeff Lemire, Dustin Nguyen
„Descender. Tom pierwszy: Blaszane Gwiazdy”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Descender po hiszpańsku znaczy schodzić, zatem schodzimy, wręcz zagłębiamy w akwarelową kreację świata ze zgrabnie napisaną historią, acz bez niepotrzebnych fajerwerków. Odkrywamy niepokojący świat przyszłości spokojnie i bez pośpiechu. „Blaszane Gwiazdy” stanowią komiksowy „zlepek” (absolutnie nie w kontekście pejoratywnym!) pomysłów kinematograficznych traktujących o robotyce czy teorii transhumanizmu. Kompilację na tyle wciągającą, iż wartą poszukania odpowiedzi na pytanie „o czym śnią elektryczne owce”?

Marcin 'Lekt' Wiatrak


++

Scenariusz Jeff'a Lemira (twórcy m.in. Old man Logan i kilku drugoligowych bohaterów ze stajni DC) stanowi jedną z licznych wizualizacji świata przyszłości. Świata opanowanego przez sztuczną inteligencję, multigatunkowego. Sporo w nim elementów znanych i cenionych przez fanów robotycznego s-f, analogii do uniwersum „Mass Effect” czy „Matrixa”. Są one nieco zwyczajnie i bezpieczne, jednak dość powszechnie znane. Prosperujący Megakosmos ukazano oszczędnie, podrzędnie wobec głównego wątku, bez zbędnego patosu. Wirtuozem blaszanego koncertu pozostaje tutaj bezwzględnie wątek „duszy” zaklętej w krzemowo-metalowym ciele.

Opowieść (wydaną pierwotnie w 2015 roku) poświęcono małemu „chłopcu” imieniem Tim, a dokładniej T-21, czyli dziecięcemu robotowi towarzyszącemu. Postać od początku chwyta za serce. Wpojone Timowi zasady i oprogramowanie, niczym prawa robotyki Isaaca Asimova, wymuszają bezwzględną ufność wobec istot ludzkich. Zaznaczmy, iż przyjdzie mu za tę bezwarunkowe oddanie zapłacić wysoką cenę. Album otwiera krótka retrospekcja wydarzeń sprzed właściwego wątku (dziesięć lat wcześniej), gdy planety Megakosmosu atakują tajemnicze gargantuiczne istoty zwane Żniwiarzami.

++

Akcja kręci się głównie wokół Tima, gdyż stanowi on jednocześnie brakujący element łamigłówki w ciągu przyczynowo-skutkowym. Każdy pragnie poznać tajemnice jego mózgu-procesora, gdy po znacznej awarii Tim ulega pewnemu niewytłumaczalnemu przeobrażeniu. Dodatkowo zgrabnie wpleciono towarzyszy T-21, czyli mechanicznego „pieska” Zbója oraz górniczego robota Wiertacza (niezbyt ogarniętego umysłowo).

Na osobny akapit zasługuje postać doktora Jina Quon, który powszechnie znany jako ojciec robotyki po inwazji Żniwiarzy poszedł w odstawkę. Światy Megakosmosu opanował podówczas szał nienawiści wobec krzemowych towarzyszy. Humanoidzi zachłyśnięci pomocą oraz pracą, którą wykonywały za nich roboty, niczym w „Terminatorze”, zaczęli poddawać je masowym eksterminacjom. Określenie „cybernetyczne ludobójstwo”, użyte przez tłumacza Jacka Drewnowskiego choć kuriozalnie adekwatne oddaje powagę dokonywanych masakr. Sama jakość translacji stoi na bardzo wysokim poziomie, podobnie jak wydanie w twardej oprawie; do czego wydawnictwo Mucha Comics przyzwyczaiło nas już dawno.

Jeff Lemir stworzył scenariusz schludny i poprawny, mający kilka dosadnych momentów. Prowadząc nieco czytelnika za rączkę, metodycznie do dość zastanawiającego końca. Wieńcząc tom pierwszy, bardzo modnym ostatnio tzw. cliffhangerem. Przyznam jednak bezsprzecznie, iż na myśl o kolejnych częściach odczuwam wewnętrzną ekscytację, gdyż finalnie kres wędrówki i znaczenia Tima/T-21 dla przyszłości gatunków istot żywych, mimo podobieństwa do losów Neo, może przynieść zaskakujący zwroty akcji.

++

Podczas cieszenia oczu albumem „Blaszane Gwiazdy” warto zachować świadomość niezamierzonej równowagi wprowadzonej przez autorów. Otarcie o poważniejsze tony transhumanizmu, mimo braku zadęcia i lekkości prowadzenia kadrów, uwydatnia pragnienie znalezienia odpowiedzi czy sztuczna inteligencja (rozwinięta do poziomu wykraczającego poza ludzkie pojmowanie nauki i technologii) jest w stanie czuć ─ posiadać duszę, śnić?! Pomimo, iż popularność trylogii rodzeństwa Wachowskich dawno już przeminęła w myśl takich projektów jak DARPA czy prac na sztuczną inteligencją, nakreślone w albumie problemy wciąż pozostają aktualne. I co ważniejsze ─ intrygujące!

Album przykuwa niezwykłymi pracami Dustina Nguyena (m.in. Batman. Ulice Gotham), w całości został wykonany metodą akwareli. Technika pozwala na pewną umowność w wizualizacjach. Przywiązani do detali odbiorcy muszą mieć świadomość, iż rysunki są raczej formą sztuki samej w sobie. Bywają niekiedy nazbyt rozmazane, acz artystycznie stanowi to zabieg wymuszony użytą metodą.

„Blaszane Gwiazdy” są pozycją specyficzną. Mimo oryginalności, zachowują głębokie pokłady wtórności. Pierwszy tom przypomina przystawkę, dając nadzieję, iż danie główne i deser zaspokoją apetyt na dobry komiks. Osobiście z przyjemnością będę śledził dalsze losy Tima, ruchu zwolenników likwidacji robotów oraz samych krzemowych „ludzi-przyszłości”.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 15 sie 2018, 13:39 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka