„Star Wars – Imperium kontratakuje (Epizod V). 1/2018„ - recenzja komiksu

Alessandro Ferrari, Kawai Creative Studio, Davide Turotti
„Star Wars Film – Imperium kontratakuje (Epizod V). 1/2018”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Po pierwszej serii komiksowych adaptacji Epizodów I, IV i VII powracamy do gwiezdnowojennych współczesnych adaptacji w dość oryginalnym stylu, przeznaczonych dla nieco młodszego odbiorcy. Pora na Epizod epizodów, czyli „Imperium Kontratakuje”!

++

Trio autorów, a mianowicie Alessandro Ferrari (scenariusz), Igor Chimisso (rysunki postaci) oraz Matteo Piana (tła oraz maszyny, roboty, budynki), zdecydowanie pozostaje największą bolączką serii. Osobiście rozumiem ideę przyświecającą podobnemu wydawnictwu, jednakże pewne zaserwowane uproszczenia są tutaj nader ciężkostrawne dla zatwardziałego nerda.
Han Solo przypomina nieco Clinta Eastwooda, czyli wyluzowanego detektywa w typie Brudnego Harry'ego. Chociaż z drugiej strony Solo zawsze pozostaje jak dobre martini wstrząsający, acz nigdy nie zmieszany. Powala mina, którą Solo uzewnętrznia miłość ukierunkowaną do Księżniczki podczas kultowego dialogu: '-I love you/-I know'.

Pomimo pominięcia wielu kluczowych scen spośród wydanych dotychczas filmówek, właśnie „Imperium Kontratakuje” najwierniej trzyma się pierwowzoru. Podejrzenia budżetowe pozwalają przełknąć skrótowce - np. brak rozbijania namiotu w zaspach Hoth po odnalezieniu zamarzającego Luke'a. Trudna do akceptacji pozostaje również spłycona scena rozwiania przed Skywalkerem prawdziwej tożsamości Wielkiego Mistrza Yody.

++


Skywalker... z nim pan Chimisso ma najwięcej problemów. Młody, początkujący Jedi wygląda jak skrzyżowanie blondwłosego cherubinka z hermafrodytą, a w złagodzonej wersji jak wiecznie dorastający nastolatek. Album poza wyjątkową spójnością fabularną zasługuje na dodatkowy plus dla autorów za ekspozycję sceny z Łowcami Nagród na pokładzie flagowca Lorda Vadera, tutaj rysownicy wspięli się na wyżyny swych umiejętności. Scena wciąż elektryzuje klimatem, co w filmowym odpowiedniku.

++

Opis fabuły wykracza niejako poza nawias, gdyż jak wszyscy wiemy i widzimy, to wciąż próba przełożenia najlepszego z Epizodów Sagi na język kadrów i dymków. Próba specyficzna, z pewnością nie znajdująca zrozumienia u każdego. Acz osobiście uważam, iż wcielenia ISB w wydaniu Kawaii Creative Studio powinno się potraktować jako element kolekcji. Poniekąd adaptacje nowych czasów przywodzą na myśl dawniejszy romans z japońską mangą, acz jak mawia na stronnicach komiksu Mistrz Yoda: "„Nie próbuj. Zrób to albo nie. Nie ma próbowania”. Definitywnie należy zaznajomić się z lżejszą wersją komiksowego podejścia do filmowego tematu, aby wyrobić sobie własne zdanie.

Wydawnictwo Egmont Polska na najbliższe miesiące planuje publikację kolejnych filmowych adaptacji w języku polskim, czyli Epizodów VI oraz II, III i najnowszego „Ostatni Jedi”. Dodajmy, iż tłumaczenie autorstwa Zbigniewa Grzędowicza stoi na wysokim poziome, zaś większych błędów merytorycznych nie wychwyciłem. Okładkę omawialiśmy już na okoliczność wcześniejszych recenzji serii Film, także z przyzwoitości przemilczmy. Rada z kredyta? Obowiązkowo schowajcie komiks w ochronną folię.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 lip 2018, 04:46 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka