„Gwiezdny Zamek tom 1 - 1868: Podbój kosmosu” - recenzja prosto z chmur

Alex Alice
„Gwiezdny zamek tom 1 - 1869: Podbój kosmosu”
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Prawdę powiadają, iż wielkie wynalazki i odkrycia poprzedzają częstokroć ludzkie dramaty. Każdy pionier zna dobrze gorzki smak porażki oraz straty, a także cenę jaką przychodzi zapłacić za dokonanie przełomu. Z kart „Gwiezdnego Zamku” wygląda duch Juliusza Verne, zaś opowiedziana historia poszukiwania Eteru oraz przekraczania granic w pogoni za marzeniami urzeka pomysłowością, wizualizacją oraz humorem.

Marcin 'Lekt' Wiatrak


„Nie wiedzieli, że to niemożliwe, więc to zrobili”.

Rok 1868 ─ mechanizacja i postęp, wiek pary i buchających kotłów, francuska fascynacja niebem. W dziele Alex'a Alice (scenariusz i rysunki) prócz przywołanego Juliusza Verne czuje się nutkę japońskiej fantazji, którą zobaczyć możemy w „Ruchomym Zamku Hauru”, acz skojarzenie jest dość luźne. Opowieść o tajemniczym Eterze poznajemy oczyma Serafina, rezolutnego i ciekawskiego chłopca, jego ojca, poważanego inżyniera Archibalad oraz matki Clare, marzycielki i niespokojnej eksperymentatorki. Sekret Eteru poznać można jedynie wysoko ponad chmurami, jednakże próba jego odnalezienia, doprowadziła do katastrofy. Poświęcenie, na opłacenie którego młodemu Serafnowi zabrakło łez. Gdy rok później, w pierwszą rocznicę śmierci matki, chłopak wraz z ojcem otrzymują list z informacją o dzienniku zaginionej matki oraz instrukcją, gdzie mają się stawić zaczyna się właściwa akcja komiksu.

++

Dołączony do listu bilet kolejowy wzywa do znalezienia odpowiedzi niedającej rodzinie Dulac spokoju. Czy pani Clare mogła przeżyć? Archibald przekonany przez syna postanawia wyruszyć do malowniczej Bawarii, aby zapewne uspokoić skołataną duszę po bolesnej stracie ukochanej.Na dworcu młody i starszy panowie Dulac wplątują się w intrygę (polityczny smaczek z Prusakami; Eter okazuje się łakomym kąskiem dla kanclerza Otto von Bismarcka, jako paliwo i narzędzie wojny), zwieńczoną pościgiem oraz rychłą ucieczką do odjeżdżającego wagonu pociągu. Serafin zamiast wakacji u ciotki wyrusza nieco z przymusu sytuacji wraz z ojcem, który wciąż pozostaje ostrożny i sceptyczny wobec podjętej wyprawy.

Po przybiciu do Bawarii szybko trafiają do zamku, zwanego Łabędzią Skałą oraz poznają Hansa, baloniarza, urwisa i złotą rączkę, a następnie przyszłego chlebodawcę Archibalda i nadawcę listu ─ Ludwika, króla Bawarii i pana na zamku. Ostatnią, acz niemniej ważną uczestniczką przyszłych wydarzeń pozostaje Zofia, rudowłosą pokojówkę, pracującą na zamku. Serafin wybrawszy dość oryginalny ─ dodajmy z nie swoje woli ─ sposób przywitania, bezceremonialnie wpadł Zofii przez okno, gdy ta okryta jedynie pianą brała kąpiel.

++

Wychodzi na jaw powód ściągnięcia ojca Serafina do Bawarii. Król oferuje Archibaldowi pracę nad zaprojektowaniem silników eterycznych do niezwykłego statku-balonu o wyglądzie łabędzia, a Serafin zaprzyjaźnia się z Hansem. W między czasie chłopcy cudem unikają śmierci! W wyniku sabotażu destrukcji ulega kolejka linowa, która służyła za środek transportu między zamkiem a nowym laboratorium pana Dulac. Wszystkich tajemnic nie możemy odkryć, jednakże w kolaboracyjną akcję zamieszany jest szambelan zamku pan Van Gudden! Bystrzy rycerze Eteru jak nazwali się Zofia, Serafin i Hans demaskują spisek, lecz król nie podziela ich punktów widzenia. Gdy pierwszego marca nadchodzi uroczystość rocznicy koronacji króla Ludwika, wehikuł, zwany Eternefem, ma zostać ukazany poddanym i światu. Króla spotyka jednak niemiła niespodzianka, otóż w ramach prezentu podlegli mu ministrowie postanawiają podnieść zdradę stanu żądając natychmiastowej abdykacji monarchy. Król popadłszy w lekki obłęd od nadmiaru wrażeń postanawia skończyć żywot rzuciwszy się z zamkowego muru. Sytuację ratuje oczywiście nasz młody Serafin, który wraz z ojcem, uratowanym królem oraz Zofią i Hansem w akompaniamencie fajerwerków i orkiestry symfonicznej odlatują na pokładzie Projektu Nr 15.

„Niebo to nie ocena... nie ma tam wysp ani schronienia dla rozbitków...”

++

Komiks wydany w matowej, błękitnej, twardej okładce przywodzi na myśl XIX-wieczne pełne morałów i magii bajki oprawiane przez artystów introligatorów. Ilustracje są stonowane, bywa iż kolejne strony przeładowano kadrami, acz gdy rysunek zajmuje połowę strony wtedy komiks pokazuje cały swój urok. Poprowadzona historia podobnie do recenzowanej na łamach Bestiariusza „Władzy. Pory demonów” również pozostawia niedosyt. Zaczynam tutaj podejrzewać, iż wynika on z moje sympatii do francuskiej szkoły komiksu. Puentując „Gwiezdny Zamek” przytoczę łacińską sentencję „Per aspera ad astra”, doskonale oddającą charakter opowiedzianej historii.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 15 gru 2018, 20:24 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka