Star Wars - Karmazynowe Imperium III: Imperium utracone - recenzja

Scenariusz: Randy Stradley, Mike Richardson, Rysunki: Paul Gulacy
„Star Wars - Karmazynowe Imperium III: Imperium utracone”
Ocena recenzenta
3.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Długo przyszło czekać polskim czytelnikom gwiezdnych komiksów na premierę trzeciego tomu Karmazynowego Imperium. Po średniej fabularnie Radzie we Krwi (USA 1998), aż trzynaście lat później pierwotni twórcy powrócili, aby zamknąć w zamyśle patetyczną i tragiczną historię Kira Kanosa.

++

Wiernym trzeba być do końca...
Poznajmy krótką historią Kira Kanosa. Udręczonego przez niebagatelnie ciężki żywot członka sekretnej, najwierniejszej straży Palpatinea, zakutych w karmazynowe pancerze Imperialnych Gwardzistów. Karmazynowe Imperium, na siedem lat po Bitwie o Endor, pokazuje niezwykle sugestywny brutalizm procesu traktowania i szkolenia strażników Imperatora. Elity wśród wybrańców, zmuszanej do bratobójczej walki o przetrwanie. Wizja świata postimperialnego scenarzystów Randy'ego Stradleya i Mike'a Richardsona, ilustrowana ołówkiem Paul'a Gulacy, gdzie porządek i posłuszeństwo są wymuszane strachem, zdrowy rozsądek przegrywa z bezmyślnym marnotrawieniem cennego zasobu ludzkiego. Świat ów bywa przytłaczający, acz kontrastowy i nierówny. Kir Kanos choć budzi sympatię, oddany sprawie, pozostaje lojalny wartościom i rozkazom mimo śmierci swego mocodawcy. Nie jest jedynie ślepą maszyną destrukcji, na którym piętno odcisnęła mroczna przeszłość Yinchorra. Kreowanie na "dobrego gościa" nie było moim zdaniem celowym zabiegiem scenarzystów, gdyż antagonista serii, samozwańczy Lord Cornor Jax (sprzeniewierzył się idei posłuszeństwa i wierności, sięgając po władzę, gdy resztki Imperium rozszarpywali lokalni moffowie wraz z admiralicją) podążając własną ścieżką, mimo odmiennych pobudek również ciągnie za sobą bagaż doświadczeń dawnych czasów. Pierwszy tom należy do moich ulubionych historii. Historii człowieka ani białej, ani czarnej. Wypośrodkowanej na skali szarości, obrazkowej opowieści złamanego żołdaka, pragnącego jedynie dochować przysięgi wierności.

Polityczna pralka pełna brudów (tom II)
Poczynania, konszachty i wewnętrzne rozgrywki Imperialnej Tymczasowej Rady Rządzącej zdominowały scenariusz drugiej części, trafnie zatytułowanej Rada we krwi. Kirk, działający jako łowca nagród pod pseudonimem, usiłuje wpasować się w otaczający świat, bez Imperatora i dawno porzuconych ideałów (totalitarnych!) podupadłego ustroju. Imperium uległo rozparcelowaniu, w Radzie zasiadają „nieludzie”, a bezbarwne marionetki pociąga za sznurki postać bez twarzy, której umieszczenie rozumiem, jednakże już brak pociągnięcia soczystego wątku agenta i egzekutora Yuzhan Vonngów zwanego Nom Anor, stanowi okrutne marnotrawstwo. Album wieńczy wyczekiwany pocałunek, acz bez klasycznego happy end, gdyż stalowe serce Kirka wciąż należy do przeminionych wartości Imperium. Tyleż w kwestii przyzwoitości i szybkiej retrospekcji na przystawkę. Pora na Imperium Utracone, czyli danie dnia.

Nigdy nie przestawaj walczyć, dopóki twój przeciwnik nie żyje - Lord Vader


++

Trio komiksiarzy: Strandley, RIchardson i Gulacy, powracają do zbolałego Kira Kanosa i jego utarczek z przeszłością, której nie rozliczyła śmierć Carnor'a Jaxa. Czytelnik od razu powinien być przygotowany na srogie zmiany, prawda czasu, prawda komiksu. Chociaż wcześniej pojawili się czołowi „źli”, jak Vader czy Palpatine, w Imperium Utraconym klasyczne postaci, aż wylewają się z kadrów. Jakby twórcy serii obawiali się, iż komiks nie zdoła obronić dymków bez kadrów upstrzonych twarzami Wielkiej Trójcy z Chewbaccą, generałem Antillesem czy Ackaberm na czele. Kochamy ich wszystkich, acz porzucenie utartego kontentu, na rzecz opowiadania gwiezdnych historii mocnymi postaciami drugo-trzecio planowymi wyszłoby serii na zdrowsze. Imperium Utracone tytularnie niesie ładunek emocjonalny, poszukiwania odpowiedzi na pytanie o kwestie dochowania żołnierskiej przysięgi wierności. Lojalność ponad aspiracjami, wiktoria zgorzknienia i miałkości historia, która zamiast poukładać losy Kanosa, dopisuje kolejne odnogi w papierowym drzewku nierozwiązanych wątków.

Mamy Nową Republikę wciąż toczącą wojnę z Resztkami Imperium przewodzonym przez Admirała Pellaleona. Nieco z galaktycznego kapelusza wyskakuje trzecia siła w postaci byłego Gwardzisty, dysponującego sporą ilością okrętów i wojskowego sprzętu z czasów Wojen Klonów, pomalowanego matowoszarą farbą - od kanonierek LAAT po Venatory. Przyznam szczerze nie trafiło do mnie owo dodane na siłę wtrącenie, acz jako fan starszej daty doceniam smaczki. Walka o wpływy na szczycie, bywa równie bezwzględna, co w rynsztokach ościennych planet pośród maluczkich. Kosmiczna pralka wciąż zaś pozostaje pełna brudów.

Gdzieś pomiędzy stronicami rozsupłano pokrętne machinacje Hutta Graapy, tragicznie rozpisaną decyzję jednego z proimperialnych baronów, który utracił córkę (wątek klona musicie odkryć sami) i postawiono kolejne pytania, bez szansy na połowiczną odpowiedź. Przykładowo, całkowicie spychając na bok czyhających na progu Galaktyki Vonngów. Ogrom mieszanych uczuć sympatii dla serii niezbalansowanych miałkością epilogu fabuły wywołuje konsternację. Parafrazując klasyka niezwykle mało "Kira w Kanosie", a studium jego psychicznego rozdarcia nie wbija mentalnej łopaty zbyt głęboko. Samokontrolę przy Luke'u Skywalkerze rozumiem (wręcz podziwiam, brak tutaj odniesienia do obsesji Mary Jade mającej wpojone zamordowanie Skywalkera), Kanos przez cała serię ewoluował, acz prawdziwych ideałów żołnierz nie powinien porzucać przenigdy. Wszak nemezis Kira zginął w niezwykle krwawych okolicznościach, album mógł pójść bardziej w stronę emocjonalnych puzzli świetnej postaci Gwardzisty, zamiast serwować mało atrakcyjną jatkę i naciąganą „śmierć” w ramach epilogu.

++

Historia Kanosa została domknięta, połatana jak wrak Niszczyciela, trochę poszpachlowana, nieco udramatyzowana. Zemsta dopełniona fragmentarycznie, ujawnia bezradne podejście autorów, nie mogących przyznać, iż zabrakło spektakularnego pomysłu na dopełnienie przysięgi. Wedle mojej skrajnej oceny teoretyka wojskowego jedyną drogą TAKIEGO żołnierza jakim był Kir Kanos, po zrealizowaniu nadrzędnego celu, powinna być chwalebna śmierć. Ostateczną decyzję pomiędzy czernią, bielą a odcieniami szarości musicie podjąć samodzielnie. U mnie zachwyt nad surowością i zarazem szacunek dla tragizmu żywotów Imperialnych Gwardzistów miesza się z oleistym rozczarowaniem fabułą, której wystawienie niższej notki nie będzie rzutować na trylogii.

Gorzki smak gwiezdnej czekolady
Technicznie komiks kontynuuje przyjętą konwencję. Kreska w Imperium Utraconym prezentuje nieco większą szczegółowość, bliższą oryginałowi. Rysunki sięgające do klasycznej formy komiksów połowy lat '90, acz nieco karykaturalne wizualizacje postaci: pociągłe twarze, wydłużone, nienaturalnie szczupłe nogi zaburzają świetnie oddane sceny walk. Wobec poprzedniego tomu jakość zalicza nieznaczną zwyżkę. Paleta barw miła dla oka, dobrze wyważone nasycenie tuszu, od strony wizualnej stanowią poprawną rzemieślniczo komiksową kreację samą w sobie, pasującą do opowiadanej historii. Imperium Utracone będzie pozycją obowiązkową dla posiadaczy dwóch wcześniejszych tomów. Obyście tylko nie przeważyli oczekiwań nad rzeczywisty finał serii, gdyż niewypowiedziana gorycz w ustach Kanosa na długo pozostanie w waszej pamięci.

Pewnych legend czasem nie warto reanimować, gdyż gwiezdna czekolada miast gładkiej i mlecznie słodkiej może okazać się zbyt gorzka…
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 17 gru 2017, 08:55 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka