Odór śmierci - recenzja mangi "Gyo"

Junji Ito
„Gyo”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Junji Ito, autor m.in. słynnej mangi „Uzumaki”, jest świetnie znanym rysownikiem horrorów, które charakteryzują się specyficznym i wyjątkowym klimatem oraz nietypową fabułą. Tym razem serwuje nam swoje spojrzenie na koszmar związany z pewnymi osobliwymi rybami i czemuś upiornemu, co im towarzyszy.

Fabuła Gyo skupia się na „przygodach” dwójki głównych bohaterów – Tadashiego i Kaori, którzy spędzając wakacje w willi przy morzu na Okinawie, natykają się na niezwykłe stworzenie, mianowicie na rybę z pokracznymi odnóżami, która bezceremonialnie biega im po domu. Żeby tego było mało, to ryba ta roztacza wokół straszliwy smród gnijącego mięsa, który wyjątkowo przeszkadza posiadającej bardzo czuły węch Kaori. Pomimo tego, że chłopakowi udało się zabić stwora i wpakować go do worka, problem się nie skończył. Smród dalej ich otaczał, a wspomniany już worek z truchłem napompował się niczym balon i zanim odleciał gdzieś unoszony na wietrze, zdążył porządnie nastraszyć dziewczynę. Ryba ta okazała się jedynie płotką w stosunku do tego, co autor przygotował czytelnikom na później, gdyż następny stwór, który stanął na drodze bohaterom, to nie kto inny jak wielki rekin, który biegając na swoich odnóżach w pogoni za Tadashim i Kaori zdemolował całą willę należącą do wujka chłopaka.

Następnie historia przenosi się do Tokio, gdzie wróciła nasza dwójka bohaterów po dziwnych wypadkach na Okinawie. Tadashi przekazuje wiadomość o tajemniczych stworach swojemu wujkowi, natomiast Kaori wciąż jest dręczona prześladującym ją smrodem biegających ryb. Niedługo potem okazuje się, że nie są bezpieczni w wielkim mieście, bowiem i tutaj docierają w końcu pokraczne stworzenia, roznosząc smród i jak się również okazało, tajemniczą zarazę. Akcja zaczyna toczyć się bardzo szybko, zaraza z ryb rozprzestrzenia się nie tylko na inne zwierzęta, ale również na ludzi, którzy oprócz tego, że wydzielają mnóstwo śmierdzących gazów, to zostają zakleszczeni w pokracznych odnóżach od ryb i pozbawieni jakiejkolwiek woli i zmysłów biegają po ulicach miast. Pośród tego całego zamieszania obserwujemy już tylko Tadashiego, który jakimś sposobem okazał się odporny na zarazę, w przeciwieństwie do swojej dziewczyny.

Tak w głównej mierze prezentuje się fabuła Gyo, nie jest rozległa w czasie a wydarzenia mkną jedne po drugich. Jedyne informacje, które dostajemy odnośnie możliwego pochodzenia tych rybich stworów oraz zarazy, pochodzą od wujka Tadashiego, który opowiedział mu historię przekazaną przez swojego ojca określając ją jako „starcze wymysły”. Tak więc, autor oprócz otwartego zakończenia pozostawił czytelnikom również swego rodzaju wolną interpretację; czy zasłyszana przez Tadashiego historia, chociaż wydająca się idealne wyjaśniać zaistniałą sytuację, jest prawdziwa, czy też nie? Bohaterowie nie są jakoś specjalnie rozbudowani pod względem zarówno psychicznym jak i fabularnym, wiemy o nich jedynie to, co widzimy, bądź wynosimy z rozmów. Poza tym Kaori jest wyjątkowym przypadkiem postaci, która od pierwszego spotkania wywołuje w czytelniku jedynie skrajną irytację jej zachowaniem, lecz mimo to los zgotowany jej przez autora przyprawia o gęsią skórkę.

Chociaż fabularnie w Gyo wydaje się czegoś brakować, to sama historia jest wyjątkowo wciągająca od początku do końca. Może tak być za sprawą niesamowitej kreski autora, która z wyjątkową pieczołowitością przedstawia przerażającą wizję rozkładających się, biegających ryb, bądź grozę idącą za napuchniętymi, nieludzko wyglądającymi ciałami ludzi. Pod tym względem wyobraźnia autora wydaje się rodzić najdziwniejsze pomysły, które w jakiś niepokojący sposób są wyjątkowo intrygujące w przedstawianych przez niego historiach. A w polskim wydaniu oprócz tytułowego Gyo, czytelnicy dostają jeszcze dwie dodatkowe, krótkie historyjki. Pierwsza, dosłownie czterostronicowa, przywodzi na myśl zilustrowaną miejską legendę, natomiast druga, przedstawia los ludzi, którzy znajdują w zboczu góry tajemnicze szczeliny o kształtach ludzkiej sylwetki i czują niepohamowaną rządzę do wejścia w nie. Wszystko to jest narysowane wyjątkowo realistycznie, autor praktycznie nie używa rastrów, całość jest wykonana w przewarzającej mierze za pomocą tuszu, dzięki czemu nabiera wyjątkowego, niepokojącego klimatu.

Gyo jest zdecydowanie pozycją dla zagorzałych fanów horrorów bądź samego autora, gdyż zarówno dawka brutalności, obrzydliwości i surrealistycznej makabry dla młodszego bądź wrażliwszego czytelnika może okazać się nie do przebrnięcia. Pomimo tego, iż fabularnie historia ta nie powoduje jakiś głębszych przemyśleń, to nie pozwala o sobie łatwo zapomnieć, autor sprawia, że czytając można wręcz poczuć ten obezwładniający odór i niejednokrotnie skrzywić się z odrazą na myśl o okropnościach przedstawionych na kartach tej mangi.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 18 lis 2017, 12:50 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka