Hermosos, tristes recuerdos - recenzja komiksu "Niewidzialne echa"

Tony Sandoval (scenariusz), Grazia la Padula (rysunek)
„Niewidzialne echa”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
4 (1 głos)
Komiks „Niewidzialne echa” wyłamuje się odrobinę z pozostałych opowieści niesamowitych Tony’ego Sandovala, jak „Nokturno”, „Wąż wodny” czy „Tysiąc sztormów”, choć pozostaje z nimi w ścisłej, ale mglistej relacji. No i przede wszystkim za warsztat graficzny odpowiada w tym utworze Grazia la Padula, czego aż tak bardzo się nie odczuwa, bowiem wyraźnie widać wpływ Sandovala na jej twórczość. A sądziłem, że wizualnie w takiej estetyce nikt oprócz komiksiarza nie zdoła mnie tak urzec… Jak łatwo się pomylić.

Fenomen Sandovala udowadnia, że najwyższy czas, aby nasi rodzimi wydawcy zainwestowali w latynoskich autorów komiksów fantasy i horroru, bowiem ich wrażliwość oraz ekspresja trafia do polskiego czytelnika i potrafi zagrać na nutkach jego wyobraźni, a także pobudzić intelekt do odczytu i intertekstualnej zabawy. Być może subtelne wprowadzenie la Paduli – towarzyszącej Sandovalowi – jest jednym z pierwszych kroków takiego podejścia, a przynajmniej mam taką wielką nadzieję.

++

Baltus, utalentowany fotograf, spotyka się z jedną z najgorszych tragedii, jaka może spotkać człowieka, traci ukochaną na zawsze, w sposób niespodziewany i brutalny. Nie może pogodzić się ze stratą narzeczonej tak bardzo, że jego dusza postanawia uciec z umierającego z rozpaczy ciała, co z kolei budzi w nim niezwykłe umiejętności. Potrafi odczytywać ludzie emocje i stan zdrowia, do tego przejawia drobne zdolności profetyczne. Niemniej, nie potrafi już żyć wśród ludzi i wyprowadza się na niewielką wyspę, gdzie tworzy sobie pustelnię. Jednak pewnego dnia trafia do niego Angie, dziennikarka, która szuka osób o nadnaturalnych uzdolnieniach. I właśnie tak, w jego dotychczasowej egzystencji samotnika dochodzi do zmiany.

Jak to zwykle u meksykańskiego artysty bywa, historia rozpoczyna się niezbyt miłym wydarzeniem – śmiercią, tematyką nieobcą komiksom autora („Nokturno”, „Tysiąc sztormów”), podsycaną sprawnymi i nieoczywistymi zagrywkami Sandovala, mającymi wywołać u odbiorcy jak najjaskrawsze emocje, co się zresztą udaje. Dochodzi tutaj także długotrwały proces akceptacji, która nie kończy się tak pomyślnie, jak pozornie miała w założeniu. Widać, że ta jedyna miłość Baltusa nie jest dla niego czymś, co mógłby łatwo zapomnieć, jeżeli w ogóle by mógł – i ten motyw poniekąd napędza zachowania bohatera, stanowi motywację dla jego niektórych działań, mogących ranić nowych bliskich.

Fabularnie nie jest to wprawdzie przygodowe fantasy, a raczej fantasy obyczajowe z drobinkami grozy, ukutymi za sprawą jednego motywu, pozostającego z kolei w relacji z elementami, czyniącymi ten utwór dziełem fantasy. Narracja prowadzona jest leniwie, powoli, pogłębiając doznania bohaterów, ich perspektywę i odbiór otaczającego

++

świata, a następnie budujące się między nimi relację. Zwrotów intrygi nie ma w komiksie przesadnie dużo, podobnie z motywami sensacyjnymi, wzmacniającymi napięcie, ale gdy już się pojawiają są nieprzewidywalne i oferują czytelnikowi kilka powodów do refleksji.

Warstwa graficzna z kolei znakomicie koegzystuje z tekstem (zarówno tym widocznym i niewidocznym) i niejednokrotnie wspiera scenariusz, dialogi i rysunki charakterologiczne – oprawiając całą historię w piękną szatę, didaskalia godne wyszukanego teatru graficznego, bowiem tym są „Niewidzialne echa”: nieruchomym spektaklem ilustracji. Styl la Paduli to godny hołd w stronę Sandovala, aczkolwiek także próba stworzenia w ramach tej estetyki własnej wypowiedzi, która trafia do czytelnika. Jasno i wyraźnie.

Zdawać by się mogło, że „Niewidzialne echa” wpisują się w swoiste uniwersum Sandovala (i kto wie, bodaj tak właśnie jest), chociaż można odczuć pewien dystans do dzieł pokroju „Nokturno” czy „Tysiąc sztormów”. Nie ulega jednak wątpliwości, że i tym razem autor dołożył wszelkich starań, aby opowiedzieć o dojrzewaniu do pewnych spraw, o trudzie miłosnej tragedii, o konsekwencjach wyborów i o wartości życia. Tego prawdziwego. Nie można też odmówić uroku pracy la Paduli, wydającej się najlepszą towarzyszką Sandovala do tego typu projektów.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 18 lis 2017, 12:49 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka