Superdetektyw - recenzja komiksu "Jessica Jones: Alias" #1-3

Brian Michael Bendis
„Jessica Jones: Alias”
Ocena recenzenta
4.5/5
Ocena użytkowników
4 (1 głos)
Jessica Jones to jedna z bardziej tajemniczych i niezbyt rozpoznawalnych superbohaterek marvelowskiego poletka. Zasadniczo to druga liga, postać o nie bardzo imponujących zdolnościach, ale zmyśle taktycznym i umiejętnościach detektywistycznych, które stają się motorem napędowym życiowego celu Jones, czyli otworzenia własnej agencji, gdzie będzie mogła spełniać się jako pomoc w rozwiązywaniu spraw zwykłych śmiertelników, ale przede wszystkim specjalizująca się w interesach superbohaterów. O tym właśnie traktuje cykl „Jessica Jones: Alias”, a jego trzy pierwsze tomy dostępne są już na półkach księgarń.

Odpowiedzialnym za stworzenie czterotomowej opowieści o Jessice Jones, w której prowadzi jednoosobową agencję detektywistyczną jest Brian Michael Bendis (scenarzysta), twórca „New Avengers”, „Rodu M” oraz „Daredevila: Nieustraszonego”, oraz Michael Gaydos, na którego koncie są m.in. „Daredevil. Redemption” czy „Avengers:

++

Upadek Avengers”. Jeżeli chodzi o tego pierwszego, to z góry można zakładać, że będzie się miało do czynienia albo z klasykiem, albo z dziełem nieprzeciętnym. Rzecz w tym, że „Alias” plasuje się gdzieś pomiędzy, aczkolwiek to już przyczyna pewnych niedociągnięć w warsztacie Gaydosa.

Jessica Jones ongiś należała do Avengers, ale jakoś nigdy nie potrafiła między prawdziwymi tytanami zagrzać dla siebie miejsca, szczególnie, że ani nie była zbyt pewna swych zdolności, ani nie czuła się komfortowo patrząc, jak pierwszoligowi mściciele wykonują większość pracy. Dlatego wolała porzucić tę ścieżkę kariery i zacząć kształtować swoją przyszłość na własnych zasadach, otworzyła dobrze prosperującą agencję detektywistyczną „Alias” i radzi sobie niezgorzej, chociaż czasem zdarzają się sprawy, które wymagają od niej więcej wysiłku i zaangażowania niż jest w stanie zaoferować. Jessica mimo wszystko nigdy się nie poddaje.

Mocną stroną scenariusza z pewnością jest konstrukcja nie na zasadzie konwencji typowego dzieła superbohaterskiego, tylko kryminału lżejszego kalibru, co rozumie się jako wiarygodne sprawy detektywistyczne, ale zbaczające czasem w inne sfery życia codziennego. Niemniej, struktura gatunku utrzymana jest w przyzwoitej jakości i z pewnością stanowi dla nurtu superhero swoisty powiew świeżości. Jones otrzymuje sprawę albo sama na nią „wpada”, po czym następuje śledztwo, prowadzące ją – a wraz z protagonistką i czytelników – nierzadko w ślepe zaułki, podsuwane są odbiorcom niepewne tropy i mylni podejrzani. Scenariusz pierwsza klasa, mówiąc ogólnikowo, acz trafnie.

Jeżeli chodzi zaś o wnętrze – to oprócz przejmujących wątków obyczajowych, atrakcyjnego rozwoju kryminalnych – jedną z największych zalet jest sylwetka Jones. Superbohaterka na „emeryturze”, która postanowiła w życiu robić coś zupełnie innego, niż – jakby nakazywała konwencja – oddać się swego rodzaju powołaniu. Jessica to niepewna wielu spraw kobieta, targana niejednokrotnie sprzecznymi uczuciami, często niepotrafiąca zdecydować się na

++

konkretne kroki, ale za ma zindywidualizowany charakter i wypada bardzo intrygująco na tle parunastu modeli herosów. Jako pani detektyw z kolei stara się być twarda i stanowcza, co nieraz odwraca się na jej niekorzyść, lecz to już inna para kaloszy, tylko zwiększająca prawdopodobieństwo bohaterki.

Z innymi postaciami rzecz nie ma się tak dobrze, choć to nie wina ich kreacji, a silnego, wyrazistego charakteru Jones, górującego i przyćmiewającego pozostałe sylwetki. Co jakiś czas pojawia się wprawdzie osoba, która przebłyskuje unikatową osobowością i niezbyt szablonowym wyglądem, ale w większości drugo- i trzecioplanowa obsada spełnia swoje zadanie, czyli odgrywa barwny pejzaż dla poczynań protagonistki.

W przypadku warstwy graficznej Gaydos obrał – moim zdaniem – niezbyt wdzięczną stylistykę do wyobrażenia tej historii, mógł pójść bardziej w ślady Tima Sale’a i nadać ilustracjom głębi, a tak są po prostu sportretowane prosto, topornie i niezbyt przyjemnie. Dobrana przez Matta Hollingswortha kolorystyka upiększa nieco wszystko i sprawia, że całości znacznie bliżej do klimatów detektywistycznego noir, ale z pewnością brakuje tutaj jakiejś – minimalnej – szczegółowości tła, akcentów w ubiorze i wyglądzie postaci, czy większej ilości elementów w otoczeniu, które zwiększyłby wiarygodność świata przedstawionego.

„Jessica Jones: Alias” to praca znakomita, za czym przemawiają trzy udane i świetnie poprowadzone części, które niewątpliwie wiele zawdzięczają wkładowi Bendisa, zmyślnie wykorzystującego potencjał Jones. Jeżeli chodzi o scenariusz – fabułę, wykreowane realia uniwersum i kreacje bohaterów – zasłużone, mocne pięć na pięć, ale nie do końca celna stylistyka – uratowana doborem barw – graficzna trochę napsociła. Na szczęście, historia przyćmiewa prawie wszystkie niedociągnięcia.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 paź 2017, 17:57 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka