Prawdziwa saga - recenzja komiksu "Saga" #1-6

Brian K. Vaughan
„Saga #1”
Ocena recenzenta
4.5/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
W sześciu tomach komiksowego cyklu „Saga” pobrzmiewa wiele ważkich tematów, jednak dwa wychodzą przed pozostałe – ogromna wojna i miłość, zdolna przekraczać wszelakie granice i przełamywać bariery uprzedzeniowe. Jasne przesłanie z kolejnymi tomami zaczyna jednak schodzić na dalszy plan i mimo że w czwartej części jest jeszcze wcale wyraźne, to dwie następne odsłony bardziej akcentują motywy typowo przygodowe.

++

Niemniej, nie zmienia to faktu, że komiksy wciąż scenariuszowo utrzymują się na przyzwoitym poziomie, za co zasługa należy się pomysłodawcy i twórcy, Brianowi K. Vaughanowi, autorowi arcydzieł, jak „Y – ostatni z mężczyzn” czy „Lwy z Bagdadu”, aczkolwiek porusza się także w strefach bardziej rozrywkowych, czego dowodem jest jego „Wolverine: Logan” czy „Paper Girls”. Z kolei artystyczne walory i dobór stylistyki to już materia Fiony Staples, posiadającej na swym koncie m.in. „Archie”, „Mystery Society” bądź „Red Sonja”.

Zwykle razi mnie określanie czegoś „Sagą”, nawet jeśli jest to nazwa własna cyklu, bowiem mam wrażenie, że większość autorów, tłumaczów, wydawców nie zdaje sobie chyba sprawy (chodzi o tych nieświadomie szafujących terminem), czym tak właściwie owa „saga” jest i z czym się ją je. Na szczęście nie można tego powiedzieć o Vaughanowi, którego odwołanie do dawnej wypowiedzi literackiej ze skandynawskich brzegów jest w treści jasne, jak frazeologiczne słońce.

Sześć komiksów z cyklu opowiada o młodej rodzinie, Marko i Alanie, którym narodziła się córka, Hazel. Jednak pomimo nadziei jaką jest mała, ich życie nie jest łatwe i pozbawione trosk – oboje pochodzą ze zwaśnionych ras, toczących ze sobą galaktyczną wojnę. Antypatie, wrogie nastawienie, nieprzychylność i liczne niebezpieczeństwa – grożących ordynarną śmiercią – niejednokrotnie zmuszają ich do ucieczek, a długoletnia odyseja w poszukiwaniu własnego miejsca w świecie, gdzie dziewczynka będzie mogła w spokoju dorastać, zdaje się nie mieć końca.

++

W czterech pierwszych tomach tempo akcji nie jest zbyt powalające i czytelnik płynie z nurtem nieśpiesznej narracji, pozwalającej mu zapoznawać się z problemami codzienności świata przedstawionego, konsekwencjami bycia przedstawicielem konkretnej rasy i frakcji, skutkami niepożądanego – zakazanego wzorem „Romea i Julii” – związku. Gęsto rozmieszczone na warstwie obyczajowej akcenty zmuszają odbiorcę do interpretacji i wgłębiania się w istotę problematyki utworu, która – co trzeba podkreślić – jest niezwykle obszerny jeżeli chodzi o kwestie tożsamości, własnego miejsca na ziemi, akceptacji, rasy, zwaśnionych stron, braku dialogu. Relacje między bohaterami także są w komiksie czymś, o czym nie można zapomnieć, bowiem to one dają także niemało do zastanowienia i mocno zarysowuje portrety charakterologiczne – szczególnie w dialogach.

Piąty i szósty z kolei – oczywiście utrzymując wysoki poziom kreacji bohaterów, sztafażu świata przedstawionego, toczących się w tle zdarzeń oraz rozwoju wypadków na pierwszym planie – zmierzają już w bardziej przygodowym kierunku. Przebieg intrygi nacechowany jest większym natężeniem scen akcji, spektakularnych wyczynów, futurystycznych pojedynków oraz elementów powierzchownie atrakcyjnych dla czytelnika. Zaciera się przez to głębia, rytm opowieści przyśpiesza, a momentów na zastanowienie jest stosunkowo mniej. Na szczęście, znalazło się w tych dwóch tomach trochę miejsca na poruszenie dość istotnych – aluzyjnych wręcz – tematów, jak alienacja, izolacja czy status homoseksualistów.

++

Realia świata przedstawionego mogą zachwycać czytelników. Konwencja science fantasy – chwalona między innymi przez Alana Moore’a – została wykorzystana przez Vaughana do zbudowania logicznego, ale i olśniewającego sztafażu. Jednak ta niewątpliwie nietypowa sceneria – przesycona swoistą, wręcz baśniową słodyczą - służy także do skontrastowania przemocy, wojny, konfliktów, nietolerancji i codziennego okrucieństwa.

Graficzna warstwa, przedmiot Staples, choć może niewysokoartystyczna, wyzbyta szczegółowości, okrojona z ciężkich akcentów i trudnych w odbiorze zabiegów estetycznych, służy na plus scenariuszowi. Szeroka paleta jaskrawych barw, proste wypełnienia, oszczędne cieniowanie i plastyczna, jednolita kreska podbudowują atmosferę quasi-baśniowości, która wespół z realiami świata przedstawionego stoją w opozycji do mrocznych, okrutnych wydarzeń, jakie następują w procesie fabularnym.

Sześć tomów „Sagi” nie stanowi wprawdzie domkniętej opowieści (jeszcze trochę przed czytelnikami), ale zarysowuje monumentalną historię, wypełnioną prostotą życia codziennego, brutalnością wojny i nietolerancji, przełamywaniem tabu, poruszającą ważkie, aluzyjne a aktualne tematy, a także cechującą się żywymi dialogami, bohaterami z krwi i kości, scenami, które poruszają i wzburzają, ale są – mimo całej otoczki – diablo wiarygodne. „Saga” to coś, obok czego nie można przejść obojętnie.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 18 sie 2017, 04:06 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka