Jeszcze większe zło – recenzja komiksu „Amerykański wampir” #8

Scott Snyder
„Amerykański wampir #8”
Ocena recenzenta
4.25/5
Ocena użytkowników
4 (1 głos)
Scott Snyder, Rafael Albuquerque i reszta ekipy nie ustępują, wciąż dostarczając komiksowemu medium nieprzeciętnej grozy, zrewolucjonizowanych motywów wampirycznych oraz humoru w najczarniejszej postaci. Taki graficzny melanż chyba tylko w ich wydaniu mógł zostać tak znakomicie zrealizowany, a zadanie i konkurencja nie były małe.

Snyder bawi się faktami historycznymi, nierzadko mocno naginając je na swoją potrzebę, ale wyraźnie robi to świadomie, a uważny czytelnik z pewnością dojdzie do tego, co autorowi udało się „pozmieniać” w światowej historii, zaś co pozostawił – nawet zaakcentował – w postaci niezmienionej. Niewątpliwie, w przypadku „Amerykańskiego wampira” mamy do czynienia z fuzją horroru oraz historia magica, fuzją tak subtelną, że trudno autorytarnie zdefiniować charakter powieści graficznej – jest on z pewnością nietypowy, acz przez to nader ciekawy.

W tomie siódmym otworzyła się druga faza, dziejąca się ponad czterdzieści lat po wydarzeniach z pierwszej, czyli w obecnym podcyklu bohaterowie żyją w szóstej dekadzie dwudziestego wieku. Ostatnio ponownie światu zagroził nowy potwór, którego nie udało się pokonać amerykańskim wampirom, na czele z Skinnerem Sweetem. Ledwo uszli z życiem, a teraz znowu muszą szykować się na walkę ze złem, co gorsza, Szary Kupiec, potężna bestia, ma zamiar uwolnić pierwotną siłę, która raczej nie będzie pokojowo nastawiona do wszystkiego, co stąpa po ziemi. Krwiopijcy spod znaku Wujka Sama muszą zatem rozpocząć przygotowania i zmierzyć się z Szarym, lecz starcie obejmie dwa fronty, Obszar 51 oraz… przestrzeń kosmiczną.

Snyder trafnie obrał sobie za czas akcji akurat te, a nie inne czasy, zimna wojna, wyścig kosmiczny, wojna w Wietnamie powstanie subkultury hippisowskiej – wszystko to stanowi zaledwie garść rozmaitości owej dekady, ale scenarzysta wiedział, że takie smaczki, mogą mu się przydać, wzbogacić utwór i nadać mu specyficznych barw. Nie mylił się, ale nie zapomina też o wyrazie swego dzieła – mocnego, krwistego i wyrazistego, czego się uparcie trzyma w strukturach narracyjnych i nie zamiesza zaprzestać serwowania emocjonujących, brutalnych scen. Co należy pochwalić, szczególnie, że zachowuje przy tym cechy komiksu grozy.

Albuquerque to z kolei osoba, która wie, jak scenariuszowe pomysły Snydera zwizualizować – jego plastyczna, oszczędna kreska oraz skromność w szczegółach, przyczyniają się do zaakcentowania konkretnych elementów przedstawianej historii. W komiksie artyzm rysunkowy nikogo nie powinien zaskoczyć, ale konsekwentność w takiej konwencji ilustratora zadziwia – jemu zaś umożliwia oddziaływanie na odbiorcy za pomocą dynamicznych scen i bardzo dobrze oddanych emocji na twarzach bohaterów. One bodaj robią największe wrażenie w tej materii, co wcale nie jest ujmą dla całości.

Ósma odsłona „Amerykańskiego wampira” kontynuuje dobrą passę cyklu, a przede wszystkim znakomicie odnajduje się, jako prolongata drugiego etapu – wciąga wartką akcją, intryguje nowo odkrywanymi sekretami, pozwala (na swój sposób) identyfikować się z bohaterami oraz bawi albo trzyma w napięciu, w zależności od nerwów czytelnika. Snyder zna się na rzeczy i bez kozery więcej czasu powinien poświęcać takim projektom, aniżeli kolejnymi odsłonami superbohaterskich przygód, które nie zawsze trzymają wyrównany poziom.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 30 maja 2017, 10:07 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka