Kulminacji czas nadszedł

Antologia
„Fantasy Komiks 2/2011”
Ocena recenzenta
5.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
„Fantasy komiks” na dobre zagościł na naszym rynku. Nieco ponad rok temu pierwszy tom tej antologii pojawił się w kioskach, a już w kwietniu tego roku do salonów prasowych trafił dziesiąty tom. Przez ten czas wydawcy zdążyli zaprezentować nam kilka naprawdę ciekawych tytułów. Tak jest i teraz.

W marcu 2010 roku poznaliśmy początek przygody „Rozbitków z Ythaqu”. W przedostatniej części tej serii zatytułowanej „Znak Ythów” fabuła wchodzi w decydującą fazę. Poprzednie odsłony zapoznały nas z główną bohaterką porucznik Granit i jej towarzyszami. Teraz, ku zaskoczeniu jej i czytelników niektórzy członkowie drużyny ukazują swoje prawdziwe twarze oraz zamiary. Na jaw wychodzi, że gra Yhtów, w którą zostali uwikłani rozbitkowie z kosmicznego liniowca „Warkocz Komety” sięga zdecydowanie głębiej. Splątana sieć intryg i machinacji jest o wiele większa niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Dodatkowo całą sytuację komplikuje stan zdrowia mechanika Narvarta. W momencie, gdy główna bohaterka zaczyna żywić względem niego głębsze uczucia, okazuje się, że to on jest największym zagrożeniem dla drużyny, bowiem krwawi na zielono.

Fabuła co prawda zbliża się ku kulminacji, jednak ta nastąpi dopiero w kolejnym tomie „Fantasy Komiks”. Przedstawiana historia nabiera wysokiego tempa, ale chwilę potem zwalnia i rozbija się na wątki poboczne. Zapewne jest to świadomy zabieg scenarzysty, który ma sprawić, że opowieść stanie się bardziej autentyczna oraz zaciekawi nas jeszcze przed punktem kulminacyjnym.

W tym konkretnym tytule w sposób niewymuszony, a więc i oryginalny połączone zostały dwa światy. Klasyczne scence – fiction, które obfituje w nowoczesne zdobycze techniki, a także przedstawia rasy obce, oraz fantasy pełne herosów, białej broni i magicznej mocy.

Jeżeli chodzi o kwestię rysunkową, to od początku serii rysownik trzyma wysoko postawioną poprzeczkę. Dzieła Flocha są bardzo przejrzyste i ładne. Nic dziwnego, że to także za ich sprawą tytuł ten zdobył tak dużą popularność wśród polskich internatów. Na łamach tego samego magazynu prezentowany jest też inny komiks tego samego grafika, zatytułowany „Sloka”. Jednak oba tytuły dzieli okres kilku lat i widać jak w „Rozbitkach z Ythaqu” rozwinął się warsztat plastyczny rysownika.

Już po pierwszych rysunkach tej części można zauważyć, że komiks nie jest przeznaczony dla młodszych czytelników. Sceny walk emanują bardzo duża brutalnością i przemocą, co jest doskonale oddane przez rysownika. Idealnym przykładem pełnym krwi i dynamiki może być grafika z trzeciej strony komiksu. Dwie postacie w sposób ostateczny rozwiązują swój konflikt. Ciemna posoka krwi dosłownie w jednej chwili wystrzeliwuje z zadanej nożem rany.

Nie brak również prac pełnych rozmachu i subtelnego piękna. Na czterdziestej drugiej stronie Floch umieścił kadr z bardzo interesującą panoramą. Ukazuje nam ona jeden z ciekawszych zakątków Ythaqu. Miejsce urokliwe, ale jednocześnie pełny pradawnych tajemnic i sekretów.

Drugim, zwartym w tym tomie tytułem jest kulminacja trzyodcinkowej serii „Zaraza”. Pod względem rozmiaru to ona dominuje w tym numerze. Pewnie dlatego zabrakło miejsca dla trzeciego, dłuższego tytułu. Warto jednak przeboleć tę stratę, ponieważ finał tego komiksu zdecydowanie jest wart naszej uwagi.

Pierwszym wyróżnikiem, który potwierdza tę tezę są rysunki. W przeciwieństwie do bardzo dobrych grafik Flocha, pracę Peyneta, czyli rysownika tego tytułu, są mniej komiksowe, a bardziej realistyczne. Potrafi wykreować obcych, odmiennych od ludzkiej rasy w sposób nad wyraz wiarygodny. Bromsi o czarnych jak węgielki oczach, czy olbrzymi Albisi o płaskich nosach to tylko przykłady potwierdzające kunszt Peyneta.

Nie tylko postacie humanoidalne świadczą o bogatym warsztacie artysty. Przede wszystkim wspaniałe plenery i panoramy sprawiają, że kadry przykuwają nasze oko na dłużej. W zasadzie każda grafika zawiera elementy scenerii, czy to w charakterze małego detalu, bądź rozbudowanego tła.

Jak już wspomniałem jest to finał historii. I to finał, nawet nie przez duże „F”, bowiem każda litera powinna być napisana jako duża, by podkreślić jak pełna rozmachu jest ta kulminacja.

Warto w tym momencie przybliżyć zarys fabuły z poprzednich części. Drużyna zebrana z przedstawicieli różnych ras wyrusza w górę rzeki, nad którą mieszkają, by zbadać źródło tajemniczej zarazy, która dręczy ich narody. Jednak już pierwsze karty komiksu zdradzają, że przyjaciele wpadli w zasadzkę Bromsów – bezlitosnych łowców niewolników. Bohaterowie trafiają więc do obozu pracy, gdzie zmuszeni są pracować ponad wszelki wysiłek.

Przy zwieńczeniu tej opowieści warto zwrócić uwagę, że scenariusz został przemyślany w bardzo wnikliwy i analityczny sposób. Dosłownie ostatni kadr komiksu zdradza cały sens opowieści. To doskonałe zagranie ze strony scenarzysty, które trzyma w napięciu dosłownie do ostatniej chwili. Jeśli znajdą się czytelnicy, którym poprzednia, omówiona seria nie przypadła do gustu, warto aby sięgnęli właśnie po „Zarazę”. Opowieść ta nie tylko przedstawia lojalność, poświęcenie, honor, bądź nadzieję. Dzieło porusza także tak ważkie sprawy jak religia i wiara. Okazuje się bowiem, że bezgraniczna wiara może nas równie dobrze wyzwolić, co zgubić.

W dziesiątym tomie antologii, znalazło się więcej miejsca dla humorystycznych stripów. Powrócili nasi zabawni ulubieńcy. Poznamy także nowe perypetie Krasnoludów i Goblinów. W tej drugiej serii powrócił nawet wątek zielonoskórego wybrańca obdarzonego włosami, którego zdążyliśmy się zaznajomić już wcześniej.

W tomie tym nie zbrakło także stron z publicystyką. Zareklamowano na nich inny tytuł prezentowany przez wydawnictwo Egmont. Dzięki temu artykułowi przybliżono nam „Wampiry Nowego Świata”, czyli bohaterów tego tytułu wraz z zarysem fabuły.

Podsumowując, dziesiąty tom „Fantasy komiks” wybija się na tle poprzednich części tej antologii głównie za sprawą zwieńczenia „Zarazy”. Sądzę, że jeżeli ktoś dopiero co sięgnął po tę pozycję, to zaintrygowany zerknie także na numery archiwalne. „Fantasy komiks” mimo licznych przeciwności losu, takich jak podwyższenie podatku VAT, dzielnie broni swojej pozycji na polskim rynku.

Dziękujemy Wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 paź 2018, 21:57 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka