Nieudane łowy

John Arcudi i Javier Saltares
„Predator: Grom z Niebios”
Ocena recenzenta
2.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Pierwszy film z Yautja nie zrobił na mnie przesadnie dużego wrażenia. Najbardziej zapadły mi w pamięć dwie sceny – ta, w której komandosi odkrywają w dżungli obdarte ze skóry ciała i ta z pojedynku Arnolda z kosmitą. Dobrze kojarzę także przeraźliwy skowyt Drapieżcy, gdy się leczył i zawiesistą atmosferę strachu i zagrożenia. Nie zrozumcie mnie źle. To były piękne łowy, ale ja swoje serce oddałem już Xenomorphom. Predator mógł co najwyżej stać z boku i tupać ze złością, niezadowolony ze swej pozycji.

Mimo to, gdy zobaczyłem kontynuację filmu, byłem naprawdę wkurzony. W drugiej części Predatora nie czułem w ogóle napięcia. Gdzieś uleciało to, co czyniło tę opowieść wyjątkową. Niby było to samo, ba, niby nawet dostaliśmy więcej (chociażby statek wypełniony trofeami), ale tak naprawdę czułem się, jakbym oglądał wydmuszkę. Z wierzchu ładna, ale pusta w środku. Film mnie po prostu zawiódł. Uczucie to towarzyszyło mi niestety również podczas lektury komiksów, w których Drapieżca występował.

Nie ukrywajmy - obrazkowe historyjki z Obcymi i Predatorami to w zasadzie zwykłe odcinanie kuponów od popularności obu kinowych serii. Nie oferują wiele więcej niż dawała druga część filmu o Drapieżcy – akcja, akcja i mordy kosmitów, żeby fani mieli co oglądać. Patrząc na okładkę drugiego numeru Komiksowych Hitów, w którym zaprezentowano historię „Predator: Grom z niebios”, można mieć nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

Tak, okładka zdecydowanie ma w sobie to „coś”. Zapada w pamięć, jest frapująca (co ten Yautja robi z tą czaszką?) i przede wszystkim pasuje do wizerunku Drapieżcy jaki mam w głowie. Jest mroczna, intensywna, pełna napięcia i atmosfery zagrożenia. Ona naprawdę wywołuje uczucie grozy, a choć makabryczna, jest po prostu piękna. W dużej mierze jest to zasługa subtelnej gry świateł, spójnej kompozycji i doskonale dobranej, niemal monochromatycznej kolorystyki. I im bardziej ta grafika mi się podoba, im dłużej się nią zachwycam, tym większy niesmak wzbudza we mnie to, co skrywa.

Niestety, „Grom z niebios” jest opowieścią, której bliżej do drugiej części filmu. Mamy więc po raz
kolejny miasto (tym razem afrykańskie) będące rejonem konfliktu. Standardowo dostaniemy także
uzbrojoną grupkę ludzi (tym razem najemników), próbujących wyjść cało ze spotkania z Drapieżcami. Nie, to nie pomyłka. Zamiast jednego Yautja dostaniemy całą ich bandę. To jednak byłoby zbyt przewidywalne. Dlatego oprócz wspomnianej bandy jest jeszcze jeden Predator – dla odmiany polujący nie na homo sapiens, a na przedstawicieli swego własnego gatunku.

Twórcy nawet nie próbują zaskakiwać. Już od pierwszych stron widać, że tu liczy się AKCJA. Komiks jest dynamiczny, tak dynamiczny, że momentami opowieść przeradza się w jeden wielki chaos. Scenarzysta zbyt szybko przechodzi od sceny do sceny. Do tego bawi się narracją i przeskakuje do przodu w czasie, by chwilę potem zafundować czytelnikowi retrospekcję. W efekcie, zamiast śledzić wydarzenia, zaczynamy zastanawiać się o co chodzi. Scenariusz ma zresztą kilka luk i mało wiarygodnych rozwiązań. Pomysł, by wykorzystać bohatera, który spotkał się już wcześniej z Yautja, jest tyleż kuszący co zdradliwy. Thorpe zachowuje się jak wszechwiedzący, tajemniczy guru od kosmitów. Mało jednak prawdopodobne, by reszta najemników po prostu zaakceptowała fakt, że jakieś dziwne stwory latają sobie dookoła i wszystkich mordują. Oni nie tylko nie wypytują Thorpe`a co się dzieje, ale do tego żartują i zachowują się idiotycznie. Są najemnikami, powinni znać się na wojennym rzemiośle. Scenarzysta daje im jednak rolę chłopców do bicia. Niezbyt dobre jest również zakończenie – w zamierzeniu niejednoznaczne, w praktyce rozczarowujące.

W komiksie sporo jest scen, których celem jest przypodobanie się fanom. W końcu musi być krwawo i brutalnie, a kończyny powinny latać na prawo i lewo. Dobrze też, by pokazać Yautja w całej krasie. Nic dziwnego, że mamy dynamiczne sekwencje, a po nich całostronicowe plansze (także podwójne), na których Drapieżcy groźnie patrzą spode łba. Mimo to, „Grom z niebios” jest ładnie rysowany, a realistyczna, typowo amerykańska kreska może się podobać, układ kadrów również. Pod tym względem komiks czyta się z przyjemnością. Są tu sceny, które robią wrażenie: pierwszy „występ” Drapieżców, duszenie Thorpe`a, jego konfrontacja z Yautja w jednym z bloków, czy malowniczo pokazana głowa doktorka (genialny kadr!). Jednak gdy pomyślę, że graficznie komiks mógł być utrzymany w podobnej stylistyce co okładka, mam wrażenie zmarnowanego potencjału.

Za jedną rzecz można twórców pochwalić. W komiksie człowiek jest ofiarą w szponach kapryśnego
i śmiertelnie niebezpiecznego zabójcy. Trudno zrozumieć powód, dla którego dokonuje się
obserwowana przez nas rzeź. To wykracza poza logikę zwykłego, ludzkiego działania. Nic dziwnego, system wierzeń i przekonań Drapieżców za bardzo się różni od naszego. Tę obcość tu naprawdę czuć.

„Grom z niebios” nie jest opowieścią zupełnie nieudaną. Uczciwie trzeba przyznać, że to komiks
dobrze zrealizowany od strony warsztatowej. To jednak klasyczne odcinanie kuponów, które poza
odrobiną rozrywki i masą akcji, nie oferuje zbyt dużo. Szkoda, bo w pierwszej chwili można było
mieć nadzieję na więcej. Wyszło mocno przeciętnie i jeśli kolejne „Komiksowe Hity” będą podobne, to seria będzie najsłabszym punktem wydawniczym wśród magazynów z Egmontu. 22 grudnia na scenę wkroczy Obcy. Drapieżcy nie udało się mnie złowić. Czy uda się to Xenomorphom? Mam taką nadzieję.

Na marginesie trzeba wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy. W magazynie znalazł się artykuł Przemysława Pieniążka, przybliżający postać Predatora. I czego by nie mówić o samym komiksie, tak o tym tekście można mówić wyłącznie w dobrym tonie. Zdecydowanie podnosi wartość numeru.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 18 lis 2017, 12:45 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka