Artykuły

Rene Goscinny i Umberto Eco o Asteriksie

++

FENOMEN ASTERIKSA
René Goscinny (wypowiedź z 1967 roku; fragmenty)

Pewnego popołudnia w mieszkaniu Uderzo szukaliśmy nowego pomysłu, możliwie jak najbardziej śmiesznego i oryginalnego.
Bardzo szybko wpadliśmy na to, że bohaterami naszej historii uczynimy Galów – ci nieco zapomniani w dzisiejszej Francji Galowie wydali nam się tematem pełnym potencjału.
Pamiętając z pierwszych lekcji historii Wercyngetoryksa, wymyśliliśmy innych bohaterów: Asteriksa, Obeliksa, Panoramiksa i inne postaci o imionach kończących się na „iks”. Z kolei imiona naszych Rzymian miały mieć końcówki łacińskie: „us”, jak na przykład Platfus. Zaś rzymskie obozy czy osiedla miały mieć końcówki „um”: jak Rabarbarum.
Wbrew temu, co myśli większość ludzi, sukces Asteriksa nie miał dużego wpływu na nasze życie prywatne. Musiałem się oczywiście przyzwyczaić, że nazywa się mnie „Goscinniksem”, a Uderzo – „Uderziksem” (dla purystów językowych: „Uderzoriksem”). Przez pewien czas najgorsze dla nas było to, że za każdym razem, gdy zapraszano nas na kolację – a zdarzało się to często – serwowano nam dzika. Trzeba być Obeliksem, by móc jeść dzika w takich ilościach, tym bardziej, że ja nienawidzę mięsa dzika, nie znoszę nawet jego zapachu. Dlatego na samo zdanie: „Nawet się nie domyślacie, co przygotowaliśmy dziś dla was” robiłem się chory.
Od czasu do czasu musieliśmy rozdawać autografy. Nie myślcie, że podczas tych seansów byliśmy zblazowani, z czasem stały się dość spektakularne, z racji na dużą frekwencję, ale zawsze sprawiały nam ogromną przyjemność.
Dzięki nim mogliśmy zaobserwować pewną ewolucję. Na samym początku przychodziły głównie dzieci. Później dorośli zaczęli towarzyszyć dzieciom, a same dzieci nie były specjalnie zainteresowane oglądaniem dwóch facetów siedzących za stołem i wolały raczej trzymać się z dala i rozejrzeć się w dziale z zabawkami.
Teraz przeważającą część stanowią dorośli, bez dzieci. Niektórzy tłumaczą się, zawstydzeni: „Kupuję dla mojego synka, ale sam też czytam”. Czekamy na dzień, w którym zobaczymy małego chłopca, mówiącego „Kupuję dla mojego taty, ale mu zabieram.”

KOMIKS JEST SZTUKĄ
Umberto Eco
(włoski naukowiec i pisarz, który światową sławę zdobył znakomitą powieścią historyczno-kryminalną „Imię Róży”, sfilmowaną przez Jean-Jacquesa Annauda)

Oczywiście, nie wierzę, by seria o Asteriksie była ważniejsza – z artystycznego punktu widzenia – od twórczości Prousta czy Picassa. Jednakże komiks stworzony przez Goscinnego i Uderzo niezaprzeczalnie prezentuje całkiem orginalną formę sztuki.
Zacznijmy od jasnego nakreślenia problemu. Zawsze wydawało mi się bardzo naiwne rozprawianie o komiksie jako o czymś jednorodnym. Daje się on znakomicie porównać do malarstwa: jest malarstwo dobre i złe; znamy arcydzieła Rafaela i żałosne bohomazy Hitlera. Dobry komiks – piękny – to ten, który czerpie inspirację ze sztuki. Zaskakujące jest odkrycie, do jakiego stopnia przygody Asteriksa powstały pod wpływem inspiracji artystycznej: na przykładzie pastiszy sławnych obrazów, które często robi Uderzo.
Te „sprzeniewierzenia” względem sztuki są zadziwiające i bardzo interesujące.
Uderzo nie był pierwszy: „Little Nemo” był inspirowany art nouveau, „Flash Gordon” – malarstwem XIX –wiecznym, a także urbanizmem światów wymyślonych przez takich modernistycznych architektów jak Sant’Elia. Z kolei w „Dicku Tracym” widać stopniowe adaptowanie niektórych przedsięwzięć malarstwa awangardowego z początku XX wieku. Tak samo, jeśli przyjrzeć się uważniej ewolucji Myszki Miki i Minnie, postaci Walta Disneya, można stwierdzić, do jakiego stopnia jego rysunek dostosowywał się do ulegającej przeobrażeniom wrażliwości estetycznej lat 50. XX w. Później Hugo Pratt stworzył „Corto Maltese”, czerpiąc inspirację bezpośrednio z technik narracyjnych Josepha Conrada. Wydaje mi się, że Uderzo posuwa się jeszcze dalej, gdyż traktuje swoje dzieło mniej poważnie.
Przygody Gala Asteriksa nie są jedynie dziełem artystycznym. Z punktu widzenia analizy socjologicznej postać niewysokiego, zaradnego i stawiającego opór obcym siłom „Francuza” jest równie pasjonująca, co postać Supermana, superbohatera amerykańskiego, któremu poświęciłem niegdyś jeden esej. Tym bardziej, jeśli uzmysłowimy sobie, że ta apoteoza dawnych Galów jest dziełem... Włocha! Uderzo ma wszak włoskie korzenie. Zatem logiczniej byłoby, gdyby wziął stronę Rzymian i dokonał apologii Juliusza Cezara. Mnie, Włocha-frankofila, ta ironia zachwyca za każdym razem, gdy otwieram albumy autorstwa Uderzo.

Artykuły pochodzą z magazynu Lire, Hors-serie numer 1.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie treści powyższego artykułu.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 lip 2017, 19:32 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka